Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Znów o polepszaniu świata
Czy to obyczajne na komentarz odpowiadać nowym
wpisem? Rzecz w moich nie łączących się w spójną
teorię uwagach, gdzie próbuję mówić, że w strukturach
politycznych małe wydaje mi się lepsze. Komentarz
Placownika też nie jest wykładem z teorii, ale ma
parę
ważnych dyskusyjnych momentów i gdybym przeszedł
nad nimi bez słowa zgrzeszyłbym brakiem szacunku dla
jego głowy. Niestety jego głowa podsuwa mojej głowie
wyzwanie ponad mój poziom i spróbuję tylko zakreślić
obszar, który trzeba by było nieźle poznać, by móc
wdać się w lepiej osadzoną w historii rozmowę.
Dla wygody zainteresowanych przepiszę tu komentarz
Placownika, mówiący o wadze globalnych struktur:

A może jest tak, że aby w Vermont była demokracja
to w Waszyngtonie musi jej być jakby mniej? Kongres
stanowy, gdyby to tylko od niego zależało, wysłałby
może swoich chłopców do Kanady, ale na pewno nie za
ocean, gdzieś pod Słupsk. Nawet Kuba byłaby chyba
zbyt daleko.

Nie będę się specjalnie upierał, że pod Słupskiem leży
pierwsza linia obrony demokracji w Vermont, ale warto
pamiętać tych co zostali na plażach Normandii i tych
którzy wyzwalali Dachau.

Szwajcarów w tym towarzystwie nie zaobserwowano.


Najłatwiej z odpowiedzią na to ostatnie: Szwajcarzy,
ze swoją bezpośrednią demokracją kantonów i brakiem
znanych światu ministrów, zrobili co potrzebowali
zrobić: tak zdecydowanie ustawili się w swoim kraju,
że Hitler nie odważył się zaatakować Szwajcarii. Od
wieków rzadko mieli armie, które mogłyby wyzwalać
odległe kraje, ale ta, którą stworzyli, była bardzo
dobrze uzbrojona i wyćwiczona na potrzeby obronne.

Co do reszty: tak, Polak zyskał na tym, że Roosevelt
wykołował swoje społeczeństwo i sprzedał mu wojnę.
Francuz i Brytyjczyk jeszcze więcej. Ale jaki był
z tego
zysk Łotyszów i Ukraińców? Wyzwolono Dachau, ale
o wyzwalaniu Workuty już nie myślano.

A jeśli zjechać w czasie o jeszcze sto lat, trudno
uniknąć rozważenia jak bardzo ich inne „wyzwolenia”
zaważyły na historii świata. Upokorzenie Rosji przez
Japonię w 1905 musi być wzięte pod rozwagę gdy
się myśli o konfiguracjach, które doprowadziły
do powstania ZSRR, ale skąd wziął się ten japoński
dżin w europejskich sprawach? Ano, to konsekwencja
siłowego otwarcia Japonii w 1853 jako rynku dla USA.

Ponadto, zupełnie rzeczowy i sensowny autor zaczął
kiedyś książkę o Chinach Ludowych od uwagi, że jak
najważniejszą konsekwencją WWI było powstanie ZSRR
tak podobnym efektem WWII było powstanie Chin
Ludowych. O Ardenach słowa tam nie ma. Inny punkt
na globusie, inna skala ważności.

Więc żeby nie wdać się w grę w historyczne pchełki,
gdzie na zielony guzik zawsze znajdzie się większy
niebieski, może zgódźmy się, że nie ma co przy
rozważaniu politycznych chęci podpierać się historią
w wycinkach, zdarzenia niewiele mówią jeśli nie brać
ich w długich sekwencjach. Ale sądzę, że można przy
ustalaniu priorytetów zapomnieć o tym.

Tej uwagi przedtem nie poczyniłem, wychylę się z nią
teraz. Otóż choć widzę ciągłość historyczną zjawisk,
w których pływamy (podobno jak Francuzi jesteśmy
nieprzytomni w traktowaniu zdarzeń sprzed 250 lat
jak gdyby to wczoraj nastąpiły) to sądzę, że teraz,
czyli od mniej-więcej półwiecza, można wypracowywać
nowy zasób ideałów, które szanując należycie lekcje
historii zupełnie się od nich oddalają.

Wolałbym uniknąć nalepek mówiących o anarchizmie
czy antynarodowości, chodzi o coś innego. Do całkiem
ostatnich czasów trwały jeszcze wśród tzw. „normalnych
ludzi”
przekonania o boskich atrybutach ludzi
u władzy. Aż mnie świerzbi, by skopiować tu teksty
Świętego Przymierza trzech cesarzy (a potem czterech
koronowanych głów, z dodatkiem Wielkiej Brytanii)
z 1815 roku. Przecież to wręcz nie do wiary jak się
zmieniły pojęcia. Ci panowie naprawdę myśleli, że to
sam Pan Bóg zadbał, by to właśnie oni kierowali
narodami. Dziś takie przekonania łatwiej prowadzą do
szpitala psychiatrycznego niż do tronu. Laicyzacja
społeczeństw i rozliczne doświadczenia z pomazańcami
bożymi zmieniły powszechne nastawienia i dziś można
wypracowywać etykę życia narodów opartą na takich
słowach jak sąsiad, współużytkownik i jeszcze jedno
(o tym za chwilę) a nie na ładzie naturalnym czy
wspólnocie religijnej. I bardzo na taki rozwój
pojęć liczę.

To słowo, przed chwilą niewymienione, to rywal.
Kiedyś tekst Tadeusza Zielińskiego odkrył mi czego
średnia (w obu sensach) szkoła mnie nie nauczyła,
że to poszło o walkę sąsiadów o wodę, o kanał, rivus.
A dziś nie ma przyczyn, by rzeki nie były wspólnym
dobrem sąsiadujących narodów. Więc cały ten wywód
można streścić do hasła: oby z czasem słowo „rywal”
nabrało znaczenia „wspólnik”.
środa, 19 września 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/09/19 20:45:22

Ostatnie Twoje zdanie powinno się ...wężykiem, wężykiem!

a...czytujesz czasem teksty Matki Kurki?
Nie wiem,kto to jest,ale pisze wybornie
może rzuć okiem na jeden z najlepszych według mnie ostatnich tekstów:
www.matka-kurka.net/post/?p=1025
czyli"opowiem wam historię jednego życia..."
-
2007/09/19 21:55:00
@Surfinia: czytam dość systematycznie, ale w tym tygodniu mnie tam nie było. Praca. Więc wielkie dzięki za odniesienie, boleśnie mądre i doskonale napisane... Przy okazji, jeśli tu znajdziesz (nie wiem kiedy, materiał taki, że nie mogę go spaprać, muszę wiedzieć jak to spisać) pewną historię z Ukrainy, wiedz, że od roku przegryza się ona przez mózg w drodze na zewnątrz...
-
2007/09/19 22:01:18
andsol-br
czyli zapowiada się coś znaczącego-bo znaczące rzeczy częściej rodzą się w bólu niż mało istotne...aż rok?nono.
Czekam zatem z ciekawością.
-
2007/09/19 22:28:43
Część tego okresu to było myślenie czy należy o takich rzeczach pisać. A potem rozmowa z zainteresowanym czy wolno mi powtarzać. A teraz ciasto rośnie.
-
2007/09/20 09:37:40
"Ci panowie naprawdę myśleli, że to sam Pan Bóg zadbał, by to właśnie oni kierowali narodami."

Jak najbardziej mieli prawo tak myśleć, bo ich monarchie były dziedziczne... :-)