Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Tęsknota za nieistniejącym rządem

Na blogu Anuszki stoją trudne i ważne rozważania, ale
zamiast włączyć się konstruktywnie i dodać coś do
rzeczy mam do przedłożenia parę naiwnych uwag
oblanych sosem pełnego nihilizmu. I nie spodziewam
się, że poznam dobre argumenty na przegnanie chmur,
bo od lat ich szukam i im bardziej szukam tym więcej
widzę żargonu, hipokryzji lub głębokiej wiary opartej
na tym, na czym oparta jest każda głęboka wiara: na
niczym.

Może zacznę od tak obmierzłego terminu, antytezy
słowa demokracja, jakim jest dyktatura. Tego towaru
nie brakowało w XX wieku. Krótki spis w porządku
alfabetycznym: Franco, Getúlio Vargas, Hitler, Idi
Dada Amin, Mugabe, Mussolini, Papa Doc, Peron,
Piłsudski, Stalin, Sukarno. Co ich wszystkich łączy?
Głównie nic. To bardzo przepraszam, ale na jaką
cholerę wymyślać pojęcia, które są w najlepszym razie
spisem nazwisk a w najgorszym – spisem wyzwisk?

Śliczne wyrażenie Churchilla o demokracji, że niby
zły system, ale lepszy od wszystkich pozostałych, to
świetny hollywoodzki one-liner, lecz w istocie to
wyraz pogardy dla prawdy. Jaka demokracja, cara
pálida
, kto to siedział w brytyjskim parlamencie,
równo podzielone reprezentacje Oxford i Cambridge,
zwolenników wyścigów psów lub wyścigów końskich?

Jak mądrze brzmi argument o wyższości demokracji,
że między dwoma demokratycznymi państwami
nie było wojny? Aha, dziś to już wiemy. Ale jeszcze
w roku 1938 słyszeliśmy, że Niemcy były krajem
demokratycznym, tyle, że z silnym rządem.

Dzisiaj Rosja też jest demokracją. I jeśli ktoś chce
zastanowić się nad techniką, której użył Putin, by
z niej zrobić demokrację z silnym rządem, niech sobie
przypomni nie w pełni do dziś wyjaśnione zdarzenia,
które dały Bushowi dostęp do takich pieniędzy na
wydatki wojskowe, że Putin może się tylko skręcić
z zazdrości.

Wiem, że to, co Anuszka pisze o specjalistach:

gdy większość instytucji na świecie zatrudnia
specjalistów – specjalnie ich odsiewając, robiąc
egzaminy i konkursy – to do kierowania państwami
zatrudnia się ludzi kompletnie bez kwalifikacji


niesie sugestię pewnej poprawy, ale jestem zdania,
że to tylko chwilowe i nieistotne, bo nie istnieją
specjaliści od życia wielkich społeczności. Od ich
śmierci – owszem.

Najgłębsze prace z dziedziny wiedzy politycznej
dotyczą przeszłości. Rosja carska, Rzym ostatnich
cezarów, wojna trzydziestoletnia, Niemcy Bismarcka.
Można nauczyć się z nich jak umiejętnie wyrolować
lud. Nie ma podręczników dla ludu do obrony przed
kłamstwem i hipokryzją. Wiedza polityczna nie jest
nauką polityczną, bo nie ma mowy o powtarzalności
eksperymentu. Nie wierzę w powtórzenie się klęski
nazizmu, bo żadna klęska nie powtarza się w takim
samym wydaniu. Ale wierzę w wiele klęsk w tym
wieku – jak gdyby nie wystarczało tych, które już są
w pełnej akcji.

Owszem, cenię demokrację, ale nie wierzę w istnieje
demokratycznego kraju, który ma znany ludziom
z imienia i nazwiska rząd. To są ludzie wybierani do
obsługiwania nas i nie znamy danych kasjerki, murarza,
pielęgniarki. I niepokojące by było, gdybyśmy musieli
dowiedzieć się wielu rzeczy o nich, począwszy od ich
poglądów, zwyczajów i ambicji. Chyba jedyne spore
społeczeństwo z anonimowym rządem to Szwajcaria.
Mniejszych tworów, dobrze działających, z demokracją
w jakiejś jej wersji, jest sporo.

A USA? Nie byłem tam, z lektur wnoszę, że jest tam
demokracja w Vermont i Utah, w Sacramento County
i czymś podobnym, ale nie w Waszyngtonie czy
w Kalifornii. Kwestia skali. Nie umiemy myśleć
o molochach, ewolucja nie przygotowała nas do radzenia
sobie z obiektami, które latają za szybko, są zbyt
liczne, zbyt rozległe. Aha, ktoś, kto już się rwie
do zaoponowania, może zatrzyma się na chwilkę
i pomyśli o krótkim słowie Enron. Specjalistów
tam nie brakowało.

Krótko mówiąc: gdzie jest rząd, tam nie ma demokracji.

Przez całą szkołę wbijano mi do głowy jak cenna jest
wielkość i jak zabójczy rozłam, ale nie zrozumiałem
czemu okropne było rozbicie dzielnicowe. Ile jeszcze
stuleci można uprawiać szantaż najazdu potężnego
nieprzyjaciela? Tylko dlatego, że raz na dwieście lat
może najechać horda tatarska, mamy cierpieć przez
dwieście lat hordy wydrwigroszy i półgłówków,
podających się za zbawicieli kraju? W imię jakiego
to ideału do wrocławskich pieniędzy wyciąga się łapa
kacyka z Włoszczowej? A niech sobie stoi pod Świątynią
Opatrzności we Włoszczowej i jak tam wierni zechcą
to mu dadzą.

Ze sporą sympatią widzę rozbicie Jugosławii. Efekt,
nie metodę. Mam nadzieję, że Szkocja oddzieli się
od UK, a jeśli Portugalia może istnieć bez Hiszpanii
to Katalunia też by sobie poradziła. Więc ogólny
kierunek dla zbawienia świata jest dla mnie dość
jasny – powrót do pojmowalnych przez człowieka
wymiarów, ucieczka od niewyobrażalnego. To może być
duże i zatłoczone (Singapur, Hong Kong), ale musi
być do objęcia przez wyobraźnię.

Więc niech będą sobie specjaliści, lepsze to niż
nawiedzone półgłówki w typie byłego ministra MEN
(niech kiedyś będzie Kaczyńskiemu wybaczona hańba
tej zdecydowanej przez niego nominacji), ale dobrze
by było myśleć o ideale: nigdy więcej dinozaurów
podobnych do CCCP. A może by postudiować u nas
historię Hanzy? Ale do tego trzeba wielu ludzi
znających dobrze niemiecki – i wiele dobrej woli,
by uczyć się od innych kultur.

niedziela, 16 września 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: sz, 80.54.177.6*
2007/09/16 14:23:18
nieistniejący rząd? ciekawa koncepcja :)

ale nazwiska Wielkiego Brata też nikt nie znał :-P prawdziwa demokracja!
-
2007/09/16 15:07:53
Tu chyba działał inny mechanizm, ze Słoneczkiem jak o J... u Żydów, bije się czołem, ale nie wymawia się imienia.
-
2007/09/16 19:27:47
Nie no, nie chodzi o specjalistów od polityki. Chodzi o specjalistów od prawa i ekonomii. To minimum wystarczy. Może nawet wystarczy od samej ekonomii.
-
2007/09/16 20:19:04
Rozumiem, szanuję, nadal nie zgadzam się. Wydawanie pieniędzy podsuwa pytania „czy” i „jak”. Specjaliści są niezbędni w drugiej części, żeby w istocie wydać zgodnie z zamiarami. Ale żaden specjalista nie ustali zamiarów, to właśnie tu ma działać demokracja, a że tak mój w tym interes jak i dziewczyny z pięciu klasami podstawówki, uznaję (chętnie czy nie - to nie ma znaczenia), że mamy równe prawo do decydowania. Natomiast do szału doprowadza mnie myśl, że ustalone priorytety na poziomie jej rozumienia świata (powtarzam: godzę się z jej postawą, bo takich jak ona jest więcej a ja nie potrafiłem ich przekonać do innej decyzji) są obrócone do góry nogami, na
jakieś Świątynie Opatrzności czy Parady Prawości, tylko po to, żeby buca lubiono przy następnych wyborach.
-
Gość: sz, 80.54.177.6*
2007/09/17 11:07:33
masz racje z rozroznieniem "czy" i "jak", ale nie do konca. intencją "ciemnego ludu" jest "zeby nam bylo dobrze a sasiadowi zle". do tego nawet nie jest potrzebne glosowanie. a więc pytanie "czy" jest już od dawna rozstrzygnięte i wystarczyłby tylko fachowiec który potrafi "zrobić dobrze". problem w tym że większość pytań jakie stawia się ludowi w demokracji dotyczy właśnie "jak" a odpowiedzi są ze sobą sprzeczne.
-
2007/09/17 18:22:58
Nadmiar obrony moich uwag by był sprzeczny z moim przekonaniem, że nie ma teorii polityki, bo to by było upieraniem się przy teorii i to twierdząc, że moja lepsza. Więc dość spokojnie ustąpię pola mówiąc, że oczywiście rozróżnienia są nieprecyzyjne i płynne. A dobitność Twojego opisu woli ludu pociągająca, mam nadzieję, że też nie we wszystkich przypadkach słuszna :)
-
2007/09/17 21:43:54
A może jest tak, że aby w Vermont była demokracja to w Waszyngtonie musi jej być jakby mniej? Kongres stanowy, gdyby to tylko od niego zależało, wysłałby może swoich chłopców do Kanady, ale na pewno nie za ocean, gdzieś pod Słupsk. Nawet Kuba byłaby chyba zbyt daleko.

Nie będę się specjalnie upierał,że pod Słupskiem leży pierwsza linia obrony demokracji w Vermont, ale warto pamiętać tych co zostali na plażach Normandii i tych którzy wyzwalali Dachau.

Szwajcarów w tym towarzystwie nie zaobserwowano.

Pozdrawiam