S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Przepisy(wanie)

Lekkie wahanie czy to jest w dobrym tonie przepisywaæ
tutaj swoje uwagi zamieszczone przedtem na forum GW.
Ale czemu by nie? Przecie¿ nie z¿ynam czyich¶ uwag.
I grupy czytelników sa zupe³nie inne, prawdê mówi±c
tam siê pisze a nie czyta. Co zreszt± jest spor±
szkod±, gdyby zrobiæ sprawne sitko do odbzdurzania
dyskusji, zosta³oby du¿o ¶wietnych materia³ów do
przemy¶leñ i znaczana ilo¶æ informacji nie maj±cych
dostêpu do innych miejsc. Dobra, do¶æ usprawiedliwieñ,
chodzi o artyku³ Janusza Czapiñskiego, zamieszczonego
w GW 10/IX. Warszawski psycholog pisze o nastrojach
spo³ecznych rzutuj±cych na postawy wyborcze, tytu³
Polacy czuj± g³ód wspólnoty jest tak wieloznaczny jak
i tre¶æ, a ca³o¶æ wpisuje siê w tradycje krajowego
dziennikarstwa: nieco ciekawych uwag, parê prawd,
które prowadz± do nik±d i poczucie, ¿e „mamy ju¿ to
omówione”
.

Dopisa³em siê (nie pierwszy raz w rozmowach na temat
rozwarstwienia i moherów), bo nie podoba mi siê
zacietrzewienie, z jakim spychamy ideologicznych
przeciwników do roli wrogów spo³ecznych. Jakby po
wyborach mia³ nast±piæ rozdzia³ Kraju i ka¿dy pójdzie
sobie ¿yæ tam gdzie mu milej. Nie ma cienia refleksji,
¿e obie strony (te g³ówne, z wielu istniej±cych) s±
i bêd± obywatelami w jednym i tym samym pañstwie.

Wiêc napisa³em tak:

Teza o „g³odzie wspólnoty” wygl±da na mistykê. To
chyba dok³adanie podpisu do istniej±cego obrazka,
a nie analiza analiza procesu z u¿yciem jasno
zakre¶lonych pojêæ spo³ecznych. Mam nadziejê, ¿e to
sformu³owanie nie brzmi zbyt brutalnie, nie jest moim
celem atakowanie autora, ale wywodu. Ma on wiele
trafnych elementów, ale wydaj± siê nanizane raczej na
nitkê emocji ni¿ pogl±dów.

Podkre¶la to zestawienie dwóch fragmentów, bo nie
tylko s± ³atwe do zakwestionowania ale i sprzeczne ze
sob±. W pierwszym autor mówi: „w latach 90. ¿adna
ekipa nie kiwnê³a palcem, ¿eby faktycznie zacz±æ
kszta³towaæ postawy obywatelskie”
, a w drugim, ¿e
„m³odzi s± krytyczni. Mog± mieæ podobny do PiS system
warto¶ci...”
System warto¶ci nie przychodzi jako
dodatek do kupionego pisma, to efekt kszta³towania
postaw obywatelskich przez d³ugie lata. Sk±d wziê³y
siê rzekomo przyjmowane przez m³odych ludzi systemy
warto¶ci je¶li nie kszta³towano ich pojêæ, by uczyniæ
z nich obywateli?

Tu przerwê wywód (ten moment wa¿ny jest dla dalszego
ci±gu), by z sympati± i uznaniem wróciæ do tego, co
napisa³(a) Urtasa: na zagro¿enie emocjonalne opozycja
odpowiedzia³a swoj± doz± nienawi¶ci, rozpêtano obsesjê
antymoherow±, zapominaj±c, ¿e owe mohery to Polacy,
którzy trzymaj± siê pewnego systemu warto¶ci i jak
dotychczas nikt im nie zarzuci³ braku postaw
obywatelskich.

A wiêc widzê to z grubsza tak: oby to nie ugrupowania
polityczne kszta³towa³y postawy obywatelskie - maj±
o nich pojêcia utylitarne i egocentryczne. Jedyna
dobra rzecz w tej dziedzinie, któr± mog± zrobiæ, to
o¿ywiæ dyskusjê publiczn± i s³uchaæ przedstawicieli
spo³eczeñstwa (ale nie tych co sobie nadali mandat
rzeczników). Postaw± obywatelsk± by³o przez
kilkana¶cie lat „bogaæ siê” i w istocie ró¿ne grupy
polityczne temu przyklaskiwa³y.

A co do m³odych, s± (jak zwykle m³odzi) zagubieni,
¶wiadomi oszustw i bezsensów i ci, którym s³owo LPR-u
czy p.Rydzyka odpowiada maj± jeszcze nieco szczê¶cia,
bo maj± jaki¶ punkt oparcia. Pozostali nie maj± owego
„systemu warto¶ci” a niecierpliwe
i odruchowe reakcje.
Owszem, powtarzaj±c je przez lata mog± one wydaæ siê
obron± jakich¶ warto¶ci, ale s± jedynie wariantem
„nie chcê tego”. Niez³ym dowodem na moj± tezê jest
rozje¿d¿anie siê po ¶wiecie paru milionów m³odych
ludzi, którzy czêsto nie znaj± jêzyków, kultury krajów,
do których jad± ani te¿ planu na „ci±g dalszy”, maj±
tylko sprzeciw i poczucie wykluczenia z rzekomego
Eldorado, które jest gdzie¶ „na Zachodzie”.

niedziela, 16 wrze¶nia 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/09/16 19:48:30

Podzia³y to co¶, czym siê zwykle steruje.
Nie powstaj± przecie¿ najczê¶ciej same z siebie (no mo¿e poza walk± o miedzê w przypadku Kargula i Pawlaka;)- dla róznych celów szczuje siê jednych na drugich, a my siê dajemy na to nabraæ i ju¿ potem nie mo¿emy inaczej.
Na szczê¶cie( a mo¿e nie?) takie praktyki stosuje siê wszêdzie.

Szkoda,¿e te podzia³y te s± czêsto zbyt proste: MY -dobrzy, ONI-¿li ,a pluralizm w najszlachetniejszej formie jest tylko ide±...


-
2007/09/16 20:25:59
Tak, chyba w³a¶nie o to chodzi, ¿eby odmienno¶ci (po¿yteczne dla ka¿dego spo³eczeñstwa) nie przeinacza³y siê w podzia³y. I tu wszyscy maj± nieco winy, szko³a, domy rodzinne, ¶rodowisko dziennikarskie (co z niego zosta³o), ale olbrzymia czê¶æ winy spada na Ko¶ció³. Có¿, taka filozofia, ¿e wierz±cy pójd± do nieba, a wszyscy inni nie...
-
2007/09/16 20:30:07
Andsol-br
ostatnie zdanie...có¿,racja niestety (bo jestem wierz±ca, lecz widzê co siê dzieje),ale to jest w³a¶ciwe wypaczonej,najczê¶ciej "dostêpnej" dla ludu,bo najprostszej i naj³atwiej strawnej(jak prze¿uta papka) formie.
-
2007/09/16 23:12:34
Te¿ tak to widzê (choæ przy odmiennych motywacjach wewnêtrznych) i je¶li potrafiê zrozumieæ sens wpatrywania siê w niebo, nie widzê go w patrzeniu bykiem na s±siada.