Słomiane strzechy i bocian na rykowisku? Przesada, Zielona Góra nie była taka. To było świetnie przez Niemców zaplanowane miasto na jakieś 60 tysięcy osób, mające w okolicach zadbane i połączone siecią kanałów jeziora. Przyjezdni nieco rozgrabili, kanały zapuścili, miasto rozdęli głupkowatymi mieszkalnymi pudełkami z wietrzeniem z ustępów na kuchnie oraz zaświnili ulice sypiącymi biały śmieć i alergie topolami, ale mimo wszystko dawało się tam żyć. Staropolska Marchia Brandenburska miała nieco autonomii, towarzysze Szmaciaki trzymali się butelki i nie zawsze przeszkadzali, najstraszniejsze ślady wojny były w nieco odległym Głogowie, ale po drodze do niego było grzybobranie. Radosne zadupie.
I gdy tam wróciłem kiedyś i zobaczyłem Filharmonię oraz Instytut Matematyki oraz usłyszałem ile to kosztowało to powiedziałem... mniejsza o to, czasami na osobności mi się wyrywa. Ale byłem dumny, tylko nie będę tu opowiadał czemu, bo to nie wypada chwalić się dokonaniami rodziny. Tak czy inaczej, kultura, klasa, IMPA w Rio i Paris XI w Orsay nie mają lepszej sali wykładowej a co do Filharmonii nic nie powiem, bo właśnie nic nie grali mi na złość. Ale za to widziałem tam przejeżdżający autobus linii Londyn-Rzeszów.
Potem przeszedłem ulicą gdzie mieszkaliśmy i okazało się, że naprzeciwko dawnego mieszkania jest uniwersytecki wydział muzyki. Kto by pomyślał. Więc już byłem przygotowany na wszystko.
Może „wszystko” jeszcze nie nastąpiło, ale szukając w zapowiedziach AMM czy w przyszłych miesiącach już zaplanowano druk pracki Jurka i mojej okazało się, że my nie, ale dwóch matematyków z Zielonej Góry tak. Jakaś praca czterech autorów dostała się tam i choć to proste i raczej nastawione na dydaktykę pismo, nie jest tak całkiem łatwo mieć u nich przyjęty artykuł. To zamiast gratulować autorom pogratuluję dziekanowi, bo mi za to kiedyś postawi wino, bowiem propaguję altruizm umiarkowany (obdarowany ma coś ale i ja też nie wychodzę z pustymi rękami).
A już przedtem cieszyłem się, że akademicka ale miła w czytaniu rozprawa Małgorzaty Mikołajczak „W cieniu
heksametru” Interpretacje wierszy Zbigniewa Herberta jest właśnie napisana i wydana na uniwerku z Zielonej Góry i że stamtąd był wspaniały kultowy film grupy Ayoy „Baśn o ludziach stąd” i że Racula z zawstydzonej wioski zrobiła się szykownym osiedlem noclegowym dla miasta a Drzonków zasłynął wyśmienitym Ośrodkiem Pięcioboju Nowoczesnego i w ogóle, że choć niszcząc ślady komunizmu zniszczono prawie wszystkie miejsca pracy w regionie (nie wymienię tu wszystkich zamkniętych fabryk i zakładów, bo to pieśń o Zielonej Górze a nie artykuł interwencyjny J'accuse), ale miasto nie popełniło samobójstwa.
A dziś odnalazłem coś jeszcze, co mnie ucieszyło. Otóż co do organizacji i portalu, o których mówi Revelstein mam ambiwalentne odczucia, ale widzę miejsce gdzie mówią bardziej stonowanym głosem (więc może mając lepsze szanse na sukces) a bez rezygnacji z siły opinii. Chodzi mi o forum, na którym można rozważać związki nauki i wiary. No, to ten uniwersytet słusznie ma taką nazwę.
To wcale nie znaczy, że nie szanuję Gorzowa Wlkp. Na odwrót, byłem tak parę razy i dlatego wiem, że jest.
"niszcząc
ślady komunizmu zniszczono prawie wszystkie miejsca
pracy w regionie"
Fajnie to brzmi jak sie wytnie z tekstu.
Ale pożartować można ?
Andrzej oprowadzał mnie po Z.G. Ładne miasto. Racula też zapowiadała się na przyjemną noclegownię. Mnie spało się tam wspaniale. Ukłony dla Gospodarzy !
Wiechu.
PS. A porzeczki były owszem,owszem.Choć lody jeszcze lepsze.