Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Oczarowanie

Czym można mnie natychmiast ująć? Czymkolwiek. Jestem podatny na timbre głosu (ale nie na nadmiar pewności w nim), na wdzięczne gesty (ale nie na wiercenie tyłkiem z pokazów mody), na żart (ale nie na brutalną drwinę), na spojrzenie (ale nie na takie błyśnięcie źrenic, które aktorki chyba ćwiczą na swoich studiach). Nieraz jeden tekst czynił mnie wiecznym wielbicielem pisarza. Tak było z Chestertonem z powodu opowiadań o księdzu Brownie.

No tak, zauroczenie Cooperem nie było wieczne, co gorsza zaśmiewałem się z niego gdy czytałem kpiny Marka Twaina o owych trzaskających gałązkach, które nieodmiennie zdradzały Indianom słoniowaty chód Białego Człowieka. Ale często moje sympatie są na dobre i na złe.

Przypomniałem sobie dwie z nich. Adama S. znałem już przed owym przyjęciem, mówił ciekawie a dowcipy mu wychodziły naturalnie i zapraszały do widzenia z nim ciekawego świata a nie do walczenia z jakimś wspólnym wrogiem. I tego dnia, gdy towarzystwo się rozdzieliło między sale, kuchnię i pokoje, znalazłem się z kilkunastu osobami podkurczony na podłodze, gdy wyciągnięty na kanapie dorosły Adam czytał dorosłym ludziom Kubusia Puchatka. Ale w innym pokoju ktoś z dorosłych ludzi miał inne pomysły na życie i wysadził korki. I nie wiem co gdzie się działo, ale w „naszym” pokoiku nie było żadnej odmiany, Adam bez drgnięcia głosu nadal czytał Kubusia Puchatka. Nie, nie był Sową, on go umiał na pamięć. I jak tu nie zauroczyć się takim człowiekiem.

A drugiego spotkałem tylko w Wikipedii. Pamiętam, co mnie pchnęło do czytania o nim. Powiedzonko
podpisane jego nazwiskiem a brzmiące:

Enzymy to coś wymyślonego przez biologów, co wyjaśnia sprawy, które by inaczej wymagały ciężkiego myślenia.

Natychmiast było jasne, że powiedział to ktoś, kto miał prawo do tworzenia takich dwuznaczników. Lubię ten ich typ, są kuzynami samookreślających się zdań (self-reference propositions), a to już jest bardzo blisko samego centrum problemów dotyczących myślenia, świadomości, inteligencji... Można napisać o tym parę zdań ale wolę znów poczytać o tym parę książek, np. dwie znane Douglasa Hofstadtera i słynną (kiedyś) Arthura Koestlera „The Act of Creation”. Więc otworzyłem ten plik ... Jaka szkoda, że go nie znam.

Wśród zaskoczeń było i fachowe: to on przypomniał światu prototyp komputera zrobiony przez Leibniza... Przykro mi, ale Jerome Lettvin nie istnieje w polskiej Wikipedii, więc przetłumaczę tylko tę anegdotę, na którą jestem szczególnie teraz czuły, po przeżyciu dwóch tygodni pod jednym dachem z kurczakiem.

Pracując w Morskim Ośrodku Zoologicznym w Neapolu miał 9-metrowej długości pokój z pojemnikami dla ośmiornic; były pokryte delikatną siatką, by im uniemożliwić ucieczkę. W ostatnim pojemniku była ulubiona ośmiornica jego najmłodszego syna, nosząca  imię Młodociana Przestępczyni (MP). Pewnego dnia drażnił MP kijem. Następnego ranka zauważyli z synem kałużę przy drzwiach. Spodziewając się najgorszych rzeczy (rozbity pojemnik) otworzył drzwi i przywitała go struga wody wycelowana w jego twarz (ale nie w twarz jego syna). To był celny strzał MP z drugiego końca pokoju, po którym wyczynie zanurzyła się na dno,  zafarbowała na ciemno wodę i schowała się tam na resztę dnia. Nie rozumiejąc wciąż kałuży u wejścia Jerry oglądnął drzwi od wnętrza i na wysokości twarzy ujrzał mokrą plamę. MP wyćwiczyła się w zemście. Stąd i z innych doświadczeń Jerry wniósł, że ośmiornice są bardzo inteligentne, i od tego czasu nigdy już ich nie jadł, z szacunku dla nich jako dla koleżanek.

Z opisu widać, że nie tylko ja, ale i autor tego hasła bardzo polubił Lettvina.

czwartek, 06 września 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/09/06 07:52:50
Coś mnie jednak uwiera (nieco). Mianowicie sucha lakoniczność tego zdania w relacji:

"Pewnego dnia drażnił MD kijem."

Bo nie jestem pewien, czy szło o np. sprowokowanie MD [dlaczego D?] do "zafarbowania wody na ciemno", czy też J.L. po prostu lubił drażnić przestępczynie kijem.
-
2007/09/06 11:38:55
Nameste, „D” jak „durny tłumacz”. Jeśli he (octopus - juvenile deliquent) stał się nią (młodocianą przestępczynią), to robienie skrótu na zasadzie „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek” nie jest dobrym pomysłem. Zaraz poprawię w tekście. I przyszłego czytelnika zdziwi Twój komentarz. A jakie on miał niecne zamiary w kontaktach z ośmiornicą za pomocą kija to już nie wiem. Wyznaję, że je traktowałem widelcem.
-
2007/09/06 20:18:31
a ja od dawna uwielbiam ośmiornice. i to nie jeść, bo nawyki żywieniowe mam dosyć konserwatywne. swego czasu zafascynowana tymi stworzeniami chciałam studiować biologię. oko ośmiornicy - cud natury. chrzęstna osłonka na mózg przypominająca czaszkę u kręgowców. no i ten podwójny krwioobieg. ciekawe, jak to byłoby być ośmiornicą (ale nie na talerzu).
-
2007/09/06 20:42:06
No właśnie, oko bez ślepej plamki - czyli zrobione (versus „zrobiło się”) lepiej niż nasze. Ale tylko nasze jest dowodem na Wielki Projekt Życia, bo drugi dowód ubija pierwszy a to niedobrze, trzeba by było ośmiornicy dać pierwszeństwo w Wielkim Projekcie. Albo założyć, że projektant rozdawał najlepsze modele komu popadło...

Mnie ciągnęło na orientalistykę a skończyłem na matematyce. Ale droga od ośmiornicy do języków jest jeszcze dziwniejsza :)