W dawnych, przedsieciowych czasach wspania³y nie³ad
spl±tanych linek i nieprzewidywalnych odno¶ników
zastêpowa³ ba³agan alfabetu, który w encyklopediach
tu¿ przy Lindelöfie stawia³ lilie i listopadowe powstanie.
Zapewne dziêki temu dowiedzia³em siê kiedy¶
o osi±gniêciach szkolnictwa w Malabarze w wieku XIX.
W szkole o tym nie s³ysza³em, ale wiedzia³em, ¿e nasze
lepsze i ¿e KEN by³ pierwszym w Europie a mo¿e
i w kosmosie Ministerstwem Edukacji. A tu okazywa³o
siê, ¿e w dziwnych miejscach nie tylko postanowili
co¶ zrobiæ ale i zrobili to. I ¿e gdy zlepiano Polskê
z trzech kawa³ków, w Cochin i Malabarze struktura
wykszta³cenia ludu bardziej przypomina³a niemieck±
ni¿ polsk± piramidê.
I tak pozosta³o to w pamiêci, z tym upokarzaj±cym
uczuciem, ¿e o tylu wspania³ych sprawach nigdy nie
dowiem siê szczegó³ów. Ale ile razy trzeba by by³o
¿yæ, by zrozumieæ nieco Indie z jej 20 oficjalnymi
jêzykami, tuzinem religii, tysi±cletnimi tradycjami.
Wiêc jest, wiem, ¿e nie wiem i ¿yjmy dalej.
Resztki zachowanych lektur wróci³y gdy znalaz³em
artyku³ z NYT o indyjskim stanie Kerala. W ten stan
przemieni³y siê terytoria Cochin i Malabar i choæ
ma³e to (12% powierzchni Polski), zaskakuj±ce we
wszystkim. 32 miliony mieszkañców. Silna partia
komunistyczna od 1920 roku, gêsto-czêsto u w³adzy
w ostatnim pó³wieczu. Malajalam, który przy uzyskaniu
przez Indie niepodleg³o¶ci by³ kandydatem na oficjalny
jêzyk kraju. Wska¼niki demograficzne jakby wybrane
dla zademonstrowania tego pokazu, o którym pisa³em
niedawno: d³ugowieczno¶æ pomimo biedy. Prawie brak
analfabetyzmu.
Artyku³ ma k±¶liwe uwagi co do rz±dowego planowania
– na przyk³ad co¶, co przypomina polski dowcip
o komunizmie, którego nie wymy¶lili naukowcy (oni by
najpierw wypróbowali na królikach): „dobrze siê czyta
o modelu z Kerali ale w praktyce nie ma on zastosowania
nawet w Kerali”. Ale i tak graniczy z cudem, ¿e
gazeta z USA pisze o rz±dzie komunistycznym, który
zapewni³ swojemu ludowi pe³n± opiekê zdrowotn±.
I o kolosalnych nak³adach, pañstwowych i prywatnych,
w nauczanie. Nie, to nie cud, to koniec zagro¿enia
komunistycznego, teraz ju¿ mo¿na przyznaæ, ¿e miewa³
on imponuj±ce sukcesy.
Tak wiêc najbardziej w artykule zaskoczy³y mnie nie
jego detale, ale fakt, ¿e siê pojawi³. Bywaj± takie
momenty, kto¶ napisze o gigantycznym porcie Gwadar
(pakistañski Belud¿ystan), o przeobra¿eniach Tybetu.
Du¿o wiêcej czasu nasza kultura oddaje Innuitom
i Szkotom, zaginiêtemu dziecku w Portugalii i oty³o¶ci
w Kansas City. A przecie¿ Indie i Chiny to dwa i pó³
miliarda ludzi – i to wspó³¿ycie tych dwóch g³ównych
graczy bêdzie stanowi³o o przysz³o¶ci ¶wiata.
Bardzo lubiê tê nasz± europejsk± kulturê i miejmy
nadziejê, ¿e obywatele tych dwóch krajów te¿ bêd±
j± lubili, bo mo¿e dziêki temu da siê nam, Polakom,
przed³u¿yæ o inne tysi±clecie nasze pañstwowe
istnienie. Wiêc mo¿e czas by zsi±¶æ z koni husarskich
i ZI£-ów z WWII, zapomnieæ o kaczkach i ubekach
i zacz±æ szukaæ naszego powo³ania narodowego? Rzecz
w tym gdzie by je sytuowaæ, t³umacze Hindusów czy
przewodnicy Chiñczyków? Letni ³yk ¶wie¿ego powietrza
dla Hang¿ou i Quingdao czy sp³ywy Wis³± dla Tamilów?
A mo¿e, przy ³ucie szczê¶cia, jedno i drugie? Ale czy
oni zdo³aj± trafnie odczytaæ europejsk± mimikê i nie
pomyl± naszych otwartych i szczerych twarzy z min±
borsuka z zatwardzeniem?
Dzisiaj (co za przypadek!) czytam w Twoim wpisie o tym samym wyk³adzie. Sprawdzam tekst wpisu czerwcowego, czytam komentarze i nabieram podejrzeñ, ¿e nikt z Was nie wpisa³ w Google tekstu Gapminder (no bo niby dlaczego mia³ to zrobiæ) i nie dotar³ na stronê www.gapminder.org/. A warto to zrobiæ, gdy¿ wtedy fascynuj±ce ko³a profesora mo¿na mieæ do w³asnej dyspozycji, a nie tylko byæ zdanym na biern± obserwacjê.
Pozdrawiam