Antrim przeprowadza ciekawe rozważania o kształcących
(przyszłość polskiego kościoła) podróżach z Polski do
Włoch z prawem do całowaniem pierścienia i choć w tak
miły dzień jak niedziela można milsze tematy sobie
wyobrazić, pobocznie rozwinę tę kwestię. Po pierwsze,
nie zgadzam się z pojawiającą się gdzieniegdzie nazwą
„imperium medialne”. Właściwsze imię to „bąk”,
bo w jednym punkcie to się opiera i tak długo nie
padnie póki się w miarę szybko kręci. Ale gdy jakiś
nowy rząd przykaże poważnie potraktować śledztwo
w sprawie dziwnych wypadków i pieniędzy stoczni oraz
przekazów od skrawicy (bo zwykłą prawicą tego nie da
się nazwać), implozja będzie podręcznikowa i zgodna
z prawami fizyki: najpierw dużo pyłu idzie do góry
a potem cały ten śmieć osiada na ziemi.
Nie wydaje mi się prawdopodobne, by pozwolono tej
ranie gnoić się przez długi czas. Z bąkiem zbyt czule
związały się agresywne formacje polityczne, które na
lewo, prawo i do środka zadawały ciosy, a w sztuce
wrogom swoim win przebaczania Polacy doświadczenie
mają znikome. Więc waląc mocno w bąka będzie można
wyrównać regionalne porachunki i nawet jeśli wielu
szlachetnych polityków przed tym się zawaha, rój
innych szlachetnych polityków bez najmniejszej zwłoki
okazję wykorzysta. I pojawi się niesłychanie ciekawa
kwestia.
Okaże się wtedy czy p.Rydzyk dojrzał do świadomego
męczennictwa i skłonny jest cierpieć za miliony –
jakie tam miliony, za miliardy – w więzieniu czy też
dla dobra ludu wybierze prowadzenie działań na
odległość. Najprzypuszczalniej z Urugwaju, bo stara
polska zasada rzecze: idź złoto do złota.
Jego szef, p.Kobylański (a szefem będzie póki żyje,
bo pewien typ wiedzy nie ma ceny, więc jest potęgą)
ma wielu obrońców, którzy wprawdzie urodzili się już
po wyjeździe Żydów z Polski ale wiedzą, że ten pan
żadnego Żyda w czasie okupacji nie wymienił na złoto.
Wyrobienie sobie własnego zdania jest niełatwe,
bo to kwestia trudna i brudna. Obecne władze wolą
pogoń za czerwonymi zbrodniarzami, którzy obiecali
ubecji pisać sprawozdania z zagranicy. Temat losów
wojennych milionerów szafujących zaproszeniami
nie pociąga. Niemniej jednak można włączyć mózg
i pomyśleć: jeśli ktoś żyje polskimi kwestiami, łoży
na nie, wścibia w nie nos gdy może i gdy nie może,
ale mogąc od kilkunastu lat odwiedzić Ojczyznę wcale
do tego się nie kwapi, to ma ku temu jakieś powody,
prawda? Chyba nie lubi polskiej kuchni.
Gdy tego dobroczyńcy polskiej skrawicy zbraknie,
usta ludziom się otworzą, bo przy podziale majątku
zawsze ktoś jest niezadowolony. Więc składając razem
różne czynniki spodziewałbym się bardzo ożywionego
repertuaru na przyszłych parę lat w Teatrze Polskim.
Wszyscy głośno, ale niektórzy cienko będą śpiewać.
Ta część przedstawienia nie pociąga mnie, wolę
dramaty psychologiczne niż sceny z szybką akcją.
Gdy wszyscy wyciągają kolty i strzelają, przede
wszystkim jest hałas i na zrozumienie kto kogo
trzeba długo czekać. Natomiast bardzo jestem
ciekaw reakcji panów Kaczyńskich.
Oczywiście co o nich myślę od paru lat pozostaje
w mocy, nie ma powodów dla podniesienia opinii
o ich umiejętnościach. Swoją małostkowość oraz
zaściankowość tak zasadnie wykazali, że nie da się
o tym zapomnieć. Ale jednak, niech to jasno tu
stanie, to nie są ludzie wychowani w gangsterskim
środowisku, na swój sposób wierzą, że czynią dobro
i nie ma najmniejszych przyczyn, by wiązać ich
działania ze stylem Putina czy kogoś podobnego.
Nie wierzę, by sumienie pozwoliło im na fizyczne
wykończenie adwersarza. Ale po odejściu od władzy
odkryją jak niewiele kroków oddzielało ich od
zupełnie innego świata. Czy wtedy udadzą się do
spowiedzi czy też będą się podtrzymywać wiarą, że
pewna doza brudu była w polityce nieuchronna?
A jeżeli chodzi o Kobylańskiego - t faktycznie, ma wzięcie. Ostatnio gościł Jankowskiego, prawda ?