|
Blog > Komentarze do wpisu
Kąt widzenia Amazonii
W dzisiejszym artykule z New York Times dziennikarz zajmuje pozycję na różne sposoby. Sposoby są różne, pozycja jest jedna, wyraźnie przekazana tytułem: „Gdy Brazylia broni swą obfitość, prawo wiąże naukowców” (As Brazil Defends Its Bounty, Rules Ensnare Scientists). Lokomotywą dla ładunku zarzutów jest kilkunastoletni wyrok, od którego Marc van Roosmalen będzie się odwoływał. Od 20 dni jest już na wolności po siedmiotygodniowym pobycie w więzieniu. „Krytyka przesadnie gorliwych biurokratów” jest przypisywana brazylijskim naukowcom, osiągnięcia biologa sławione, rzeczownik „biopiractwo” poprzedzony słowem „rzekome”, polityka rządowa przypisana ksenofobii, a w dodatku jest tam delikatne przekazane ostrzeżenie, że „potencjalni międzynarodowi dawcy” mogą się zniechęcić. Jest tu rzucania cienia typu: „niektórzy zagraniczni naukowcy” czy „pewien badacz”, czyli wszystko, co mieści się w odletniej tradycji walki o gamę celów. Wśród nich mniej tolerancyjni Brazylijczycy widzą chęć internacjonalizacji – czytaj: administrowanie przez USA – Amazonii. (Transparent „Amazonia płucami świata” nieco przyblakł od kiedy wykazano bezpodstawność naukową tego hasła.) Ale nawet ci tolerancyjni rozumieją, że chodzi o dostęp do dóbr, które (dobre czy złe) prawo uznaje za brazylijskie. Były już i ostrzejsze potyczki w tej walce, choćby gdy oskarżano FUNAI, agencję opiekującą się Indianami, o rozdawanie koców nasączonych zarazkami, które doprowadzały podopiecznych do zgonu. Było to wtedy gdy działał w fundacji Orlando Villas Boas, dwukrotnie wysuwany do nagrody Nobla... Cóż, oskarżenie miało tyle uroku co miałoby zarzucanie Jerzemu Owsiakowi, że na przystankach Woodstock rozdaje prezerwatywy zarażone wirusem HIV. (Gdyby w swoim czasie Kalifornia miała paru takich ludzi jak marszałek Rondon i bracia Villas Boas, do dziś kwitłyby tam różnorodne indiańskie kultury.) Różne artykułowe zarzuty robią duże wrażenie, ale można zastanowić się: jeśli brazylijskie władze biorą przysłany do kraju jako pożyczka naukowa materiał genetyczny pobrany w Brazylii i go niszczą, to jest to akcją jakiegoś kowboja czy też wynikiem sądowego orzeczenia? A jeśli poszło to przez sąd, to może sędzia miał oparcie w brazylijskim prawie? A jeśli to prawo jest z międzynarodowego punktu widzenia bezprawne, czy ktoś to zaskarżył do Sądu np. w Hadze? Nawiasem, mogę kupować w sklepach miąższ z palmy açai i robić bardzo tu popularny poranny napitek, bo taki sąd orzekł, że nie mają racji japońskie firmy patentując go jako ich pomysł. No bo w Brazylii od dziesiątków lat jest to znane i cenione... A więc sądy istnieją, czemu do nich nikt się nie odwołał? Więc zerknijmy na to, o co Marc van Roosmalen został oskarżony. On sam twierdzi, że to „kryminalizowanie nauki. Dostałem wyrok, bo zajmuję się nauką. Byłem ofiarą polityki. Od dwudziestu lat kataloguję florę i faunę tego kraju. Kłopot w tym, że za dużo widziałem.” (Ja też trochę już widziałem, ale nikt mi tu nie robi za to procesu.) Jakiej polityki? Brazylia jest niesłychanie otwarta dla cudzoziemców, lubi się ich aż do przesady (coś, co i w Polsce nie jest całkiem obce), a ponadto oskarżony jest Brazylijczykiem, dzięki naturalizacji ma podwójne obywatelstwo, brazylijskie i holenderskie. A co twierdzi oskarżenie? Nielegalny transport małp oraz orchidei. Inny proces: nielegalna wysyłka za granicę materiału genetycznego. Uwięzienie (bez zezwolenia) przy swoim domu 28 małp („zrobiłem szpital na podwórku”, wyjaśnia badacz). Ale nie było oskarżenia kryminalnego o dziwną sprawę (pieniądze miały rzekomo iść na projekty ochrony środowiska) internetowej sprzedaży prawa do nazwania 6 nowych (czytaj: dopiero teraz złapanych do niewoli) gatunków małp. Każdy, za skromną kwotę pół miliona do miliona dolarów, mógł na zawsze zmałpić swoje imię albo inne starannie wybrane słowo. Przyczynek do nauki. „Jestem nieco anarchistą, w dobrym sensie tego słowa” – rzecze ofiara polityki. Dla mnie słowo „anarchista” ma tylko dobry sens, ale są tu pewne ograniczenia. Albo ktoś podpisuje się, że szanuje reguły gry i dzięki temu ma dostęp do publicznych finansów, prawa przebywania w miejscach zastrzeżonych tylko dla badań naukowych – albo pieprzy układ, gra po swojemu, i nie udaje, że jest jednym z tamtych. Dziwny mi się widzi anarchizm wtedy gdy mi to odpowiada. Spotkałem głosy w środowisku naukowców, że prawo w kwestiach środowiskowych zanadto ogranicza, ale próbuję widzieć to nie tylko z punktu widzenia badacza (czy człowieka, który ma się za badacza). Gdzie tylko da się, są inwazje środowiskowe, by zająć ziemię, wyciąć szlachetne gatunki drzew, uprzemysłowić wydobycie minerałów (złoto to też minerał). Gdy władze nie bronią regionu przeciw osadnikom zwalczającym Indian czy wypalającym teren na pastwiska, szybko po świecie wieść się o tym roznosi. Podejrzanych badaczy z USA chcących bądź to mierzyć Indian, bądź to głosić im słowo boże (bo rzecz jasna, ich bogowie nie liczą się) był tu już nadmiar. Jest zupełnie możliwe, że obecna edycja prawa jest nadmiernie surowa. Cóż, może w stosunku do tego, co będzie uważane za normalne za 20 lat czy było 30 lat temu. Ale indianiści czy specjaliści od ochrony środowiska, których dotychczas poznałem, wydali mi się zrównoważeni i odpowiedzialni. Jednym ze sposobów na zajęcie pozycji w tej sprawie przez NYT jest wybór działu na zamieszczenie artykułu. Poszedł do działu „nauka”. Ja bym go wstawił do „ekonomii” albo „prawa”. wtorek, 28 sierpnia 2007, andsol-br
TrackBack
|
|
O prawdziwej ochronie przyrody mozemy mowic przeciez dopiero wtedy, gdy swiezo odkryta roslinka zostanie ogrodzona, wszystkie krzaki obok wyciete (zeby nie przeszkadzaly) a zwierzaczki przepedzone (zeby rozlinki nie zjadly). Przy roslince mozna tez postawic kamere, zeby kazdy mogl sobie ja obejrzec, niechcacy jej nie zadeptujac. Kamera potrzebuje oczywiscie pradu, trzeba wiec zrobic troche wykopow w celu doprowadzenia kabla, ale to przeciez drobiazg.
Widownia oglada roslinke z bezpiecznej odleglosci a tymczasem pobrane z roslinki probki sprawdza sie pod katem przydatnosci do produkcji lekow. Jak roslinka ma szczescie byc pozyteczna, moze sie rozpoczac nastepny etap ochraniania - zakladanie farmy. Oczywiscie farme zaklada sie naturalnym srodowisku roslinki, po wycieciu kilku setek hektarow okolicznych krzakow.
W ten sposob nie tylko chronimy roslinke, ale umozliwiamy jej znacznie lepszy rozwoj, nieskrepowany koniecznoscia codziennej walki z chorobami, zwierzetami innymi roslinkami. Jak roslinka bedzie sie dobrze sprawowac i bedzie kontynuowala swoja pozytecznosc dla ludzkosci, ma szanse na dodatkowy bonus w postaci modyfikacji genetycznych, ktore ja jeszcze dodatkowo wzmocnia.
Okreslone sily w Brazyli nie chca stosowac powyzej opisanej Jedynie Slusznej Metody, trzeba wiec Brazylie obsmarowac, gdzie tylko sie da?