Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jacyśmy byli mili

Czytało się książkę świetnie. Niemiły moment pojawił
się po jej zamknięciu, gdy zasięgnęłem informacji
o autorze i dowiedziałem się, że nie przeczytam jego
nowych prac, bo bardzo wcześnie odszedł. Nie znam
jego tłumaczeń, ale sama „pielgrzymka do Ziemi
Świętej Egiptu”
wystarczyła, bym przyjął Tomasza
Mirkowicza
za przyjazną mi duszę. Nieco przewrotne
poczucie humoru, nakazujące jego bohaterce działać
w sferze uczuciowej z wdziękiem agenta 007, zgrabne
wciąganie Kraju położonego Nigdzie w sprawy świata,
opowiadanie historyjek bez użycia słów, które ongiś
wygwiazdkowywano w słownikach... Ale to wszystko by
szybko minęło zostawiając ciepłe odczucie rozbawienia
gdyby nie dłuższa sekwencja...

Literacko być może najsłabsza, schemat „Mistrz
naucza, uczennica piłkę do kopnięcia ustawia” jest
bardzo zmęczony, więc przez to i męczący, ale jakość
i zasób informacji utrzymuje narrację przy życiu. Ci
którym przekazywałem tych parę zeskanowanych
stron (od str. 219 do 226) tych danych na ogół nie
znali. A słałem im, bo i ja nie znałem. Podejrzewałem
nawet, że autor bawi się wymyślaniem alternatywnej
a bardzo podobnej historii, ale prawie wszystkie
elementy mogłem potwierdzić odniesieniami w godnych
zaufania źródłach (tylko historia Walentyna Potockiego
jest wątpliwa). Erudycja autora i panowanie nad
detalami imponuje. I koncentrat informacji jest tak
silny, że może wytrącić z organizmu szkodliwe resztki
papki serwowanej nam w nauce historii o cudownej
tolerancji ludu polskiego dla wszystkiego, co żyło
i się ruszało, a szczególnie dla Żydów.

Wrażenie było tak mocne, że kazało mi zastanowić się,
czy tajnym celem autora nie było właśnie wysadzenie
rodaków dobrze wetkniętymi szpilkami w fotel, na
którym rozwalają się w błogim samozadowoleniu.
Gdy nastanie kiedyś w Kraju minister MEN-u nie do
usług doraźnych a do działań wychowawczych, może
mieć sens zasugerowanie mu, że przedstawiony tu
fragment książki Mirkowicza powinien stać się częścią
tekstu, skłaniającego młodych Polaków do myślenia
o swojej historii. A nim to nastąpi, cieszmy się, że
komputer (skaner, OCR, ncftp, blog) ułatwia pokazanie
tego urywka wielu osobom.

No i zachęcenia ich do kupienia książki. Ma miły
format i całą tzw. szatę graficzną. Wydawnictwo
W.A.B., W-wa 2003, ISBN 83-89291-64-9
.

P.S. Nie wspomniałem, że pewien szczególny smaczek w tekście
doceni się wiedząc, że autor akcję osadza w roku 1967...

piątek, 17 sierpnia 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/08/21 15:08:08
Miło mi zobaczyć ciepły komentarz o Tomku Mirkowiczu, bo to moja rodzina. Niestety, Tomek zmarł kilka lat temu na raka, nie doczekawszy 50-tki.
Fachowcy oceniali go jako jednego z lepszych polskich tłumaczy literatury amerykańskiej. A prywatnie był to bardzo sympatyczny i błyskotliwy człowiek, typowy brat-łata. Szkoda.
-
2007/08/21 15:20:11
No popatrz, jaki ten świat mały :) Tak, gdy przeczytałem książkę i szukałem wiadomości o nim, odczułem to jako prywatną stratę. To prawda, z milionów ciekawych ludzi, których warto poznać, zdołam w życiu spotkać kilkunastu czy kilkudziesięciu, ale ta niemożliwość jakoś bardziej mnie dotknęła. Sprawia mi przyjemność, że Twoje słowa potwierdzają moje odruchowe nastawienie, wyniesione z lektury...
-
2007/08/21 19:39:10
Ciekawą notkę napisał o nim Kutnik:
free.art.pl/akcent_pismo/pliki/nr1-2.03/kutnik.html
W Wikipedii jest tylko zalążeczek.
-
2007/08/21 20:21:33
Dobrze się czyta ten tekst, dzięki. Zaskoczyło mnie, że jakoś dobrze się komponuje jego zdjęcie z tłem Starowieyskiego...

Czy potrafisz (i możesz) opowiedzieć co go zawiodło do Egiptu? Może na Twoim blogu, żeby nie było to zagubione w nieodwiedzanych komentarzach...
-
2007/08/21 22:04:38
Ojciec Tomka był po prostu radcą handlowym w Egipcie, w latach 60. Bardzo dystyngowany pan, dobry przedwojenny materiał, jak się wtedy mawiało.
Sam Tomek, o ile pamiętam, ukończył anglistykę, a potem zajął się tłumaczeniami, robił to nawet w obie strony. Pisał też własne powieści, aczkolwiek wyżej był ceniony jako tłumacz.
W latach 80. wspierał opozycję demokratyczną - zasłynął m.in. z udostępnienia ściganemu Bujakowi swojego mieszkania, gdy z Julitą przebywał w Stanach. Po złapaniu Bujaka oboje zostali zresztowani już na lotnisku i siedzieli przez parę tygodni w kiciu. Bujak ładnie zresztą przemawiał na pogrzebie Tomka - uznał za stosowne pamiętać o nim po kilkunastu latach od tych wydarzeń.
A ja przechowywałem w tym czasie u siebie ich kocicę, która w czasie esbeckiego nalotu smyrgnęła gdzieś między nogami esbeków do piwnicy, i skąd ją dobrzy ludzie wyciągnęli. :-)
Potem jakoś się to wszystko rozmyło, nie doszło do rozprawy, ale od tej pory byli przez parę lat na indeksie. A ojciec Julity wyleciał nawet z MSZ.
-
2007/08/21 23:07:09
Dziękuję.