|
Blog > Komentarze do wpisu
Jacyśmy byli mili
Czytało się książkę świetnie. Niemiły moment pojawił piątek, 17 sierpnia 2007, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2007/08/21 15:20:11
No popatrz, jaki ten świat mały :) Tak, gdy przeczytałem książkę i szukałem wiadomości o nim, odczułem to jako prywatną stratę. To prawda, z milionów ciekawych ludzi, których warto poznać, zdołam w życiu spotkać kilkunastu czy kilkudziesięciu, ale ta niemożliwość jakoś bardziej mnie dotknęła. Sprawia mi przyjemność, że Twoje słowa potwierdzają moje odruchowe nastawienie, wyniesione z lektury...
2007/08/21 19:39:10
Ciekawą notkę napisał o nim Kutnik:
free.art.pl/akcent_pismo/pliki/nr1-2.03/kutnik.html W Wikipedii jest tylko zalążeczek. 2007/08/21 20:21:33
Dobrze się czyta ten tekst, dzięki. Zaskoczyło mnie, że jakoś dobrze się komponuje jego zdjęcie z tłem Starowieyskiego...
Czy potrafisz (i możesz) opowiedzieć co go zawiodło do Egiptu? Może na Twoim blogu, żeby nie było to zagubione w nieodwiedzanych komentarzach... 2007/08/21 22:04:38
Ojciec Tomka był po prostu radcą handlowym w Egipcie, w latach 60. Bardzo dystyngowany pan, dobry przedwojenny materiał, jak się wtedy mawiało.
Sam Tomek, o ile pamiętam, ukończył anglistykę, a potem zajął się tłumaczeniami, robił to nawet w obie strony. Pisał też własne powieści, aczkolwiek wyżej był ceniony jako tłumacz. W latach 80. wspierał opozycję demokratyczną - zasłynął m.in. z udostępnienia ściganemu Bujakowi swojego mieszkania, gdy z Julitą przebywał w Stanach. Po złapaniu Bujaka oboje zostali zresztowani już na lotnisku i siedzieli przez parę tygodni w kiciu. Bujak ładnie zresztą przemawiał na pogrzebie Tomka - uznał za stosowne pamiętać o nim po kilkunastu latach od tych wydarzeń. A ja przechowywałem w tym czasie u siebie ich kocicę, która w czasie esbeckiego nalotu smyrgnęła gdzieś między nogami esbeków do piwnicy, i skąd ją dobrzy ludzie wyciągnęli. :-) Potem jakoś się to wszystko rozmyło, nie doszło do rozprawy, ale od tej pory byli przez parę lat na indeksie. A ojciec Julity wyleciał nawet z MSZ. |
|
Fachowcy oceniali go jako jednego z lepszych polskich tłumaczy literatury amerykańskiej. A prywatnie był to bardzo sympatyczny i błyskotliwy człowiek, typowy brat-łata. Szkoda.