Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Obraza uczuć i wyrok

Rzecz w szeroko rozgłoszonej przedwczorajszej wieści
o „wirtualnej spowiedzi”, stronie internetowej
autorstwa 27-letniego Radosława R. z Chełmna,
pozwanego do sądu za „obrazę uczuć religijnych
i znieważenie przedmiotu kultu religijnego”
. Pozew
dwóch osób z Białej Podlaskiej (tych nawet pierwszą
literką nazwiska nie opisano) pierwotnie prokuratura
odrzuciła, ale potem domagano się roku więzienia,
w zawieszeniu na dwa lata. Sąd zasądził oskarżonego
na grzywnę 2 tys. złotych, w zawieszeniu na dwa lata.

Streściłem tak rzetelnie jak umiałem to, co chyba
najpierw pojawiło się w „Rzeczpospolitej”
nie potwierdzę, bo nie mam jak zapłacić przez SMS
temu pismu 9 zł. A gdybym miał jak to rok był myślał
czy powinienem to zrobić. Dlatego nie podaję linki
do Rp. Do innych źródeł też nie podam, bo wszelkie
witryny, w których sprawdzałem szczegóły, miały mniej
czy więcej (a czasem dużo więcej) antyklerykalne
nastawienie, a chcę zaprosić do rozmowy katolików
i zaglądanie do owych pism czy blogów nie byłoby dla
nich miłe, a obowiązkiem zapraszającego jest podanie
wygodnego krzesła i uchylenie na bok lampki, by snop
światła nie drażnił źrenic gościa. Ale to nie cenzura,
to nie Chiny, wystarczy wpisać w Operze: g Radosław
spowiedź prokurator
i google przyniesie te same
strony, które przyszły do mnie.

Sąd ujrzał ośmieszenie świętych sakramentów. To jest
chyba punkt widzenia licznych katolików. Ja widzę
szanse na kolejne ośmieszenie polskich instytucji
w Strasbourgu. Choć nasze zmartwienia są odmienne,
spotykamy się w odczuciu, że jest spory kłopot –
więc może uda nam się o nim spokojnie porozmawiać?

Komu „nam”? Myślę, że wsród wielu milionów
Polaków przypisujących się do katolicyzmu znajdzie
się parę milionów traktujących poważnie wyznanie
wiary i wśród nich może kilkaset tysięcy takich,
co podpisaliby się pod sądowym pozwem ale zamiast
krzyczeć na mnie, że jestem brazylijskim komuchem,
Żydem i grzesznikiem
skłonne są (widząc moje gotowe
do słuchania uszy) wyjaśnić czemu są urażone. Więc
jeśli z takiej – powiedzmy – półmilionowej rzeszy
pięć osób zauważy moje zaproszenie do rozmowy, będę
jak u siebie w domu, bo zazwyczaj mówię w miejscach,
gdzie słyszy mnie 50 czy 100 osób, ale słuchają trzy
czy cztery. Pięciu rozmówców będzie mi
przyjemnością
i wyróżnieniem.

Zrobię co jest w mojej mocy, by uczciwie przewidzieć
tok rozumowania niewidzialnych gości, klateczki na
komentarze służą do strofowania mnie i korygowania
mojej wizji. Ponieważ opisy są ocenami („stworzył
stronę parodiującą spowiedź”
) proszę zobaczyć
o czym mowa, bowiem rzeczona strona odżyła w Sieci.

Nie wiem czy to ostrzeżenie stało w oryginalnym
projekcie autora:


ostrzeżenie

Wchodząc tam widzi się ten formularz:

formularz

Doniesienia prasowe mówią, że zasadniczym punktem
obrazy były późniejsze sceny. Cytuję jedno źródło:

Szczególnie bulwersujące miały być komunikaty "Trwa łączenie z Bogiem,
proszę czekać", "Trwa transfer grzechów", "Trwa odpuszczanie grzechów".
Uznania w oczach wymiaru sprawiedliwości nie znalazła też możliwość
pobrania certyfikatu spowiedzi oraz niektóre pokuty - modlitwa do
św. Zybedeusza 1000 razy, modlitwa o spokój w kuchni trzy razy na
kolanach, pomalowanie kota w worku na szaro. Największą grozę
wzbudziła jednak opcja pobrania, wydrukowania i wycięcia sobie hostii.

W moim przypadku ujrzałem to (i nie klikałem dalej, by
zobaczyć propozycję wydruku hostii):

trzeci czwarty

Więc w tej chwili znamy w ogólnych zarysach z własnego
oglądu stan rzeczy i wiemy o czym mówimy.

A teraz parę uwag, które służą do oczyszczenia terenu,
by kurz i niemiły hałas nie rozpraszały nas.

1. Proponuję, byśmy zupełnie na uboczu zostawili tak
zwaną „obrazę uczuć religijnych”. Rozumiem, że dla
wielu osób to jest centralna kwestia, więc możemy
ją pominąć tylko w jeden sposób: zamilknę na temat
moich przekonań o istnieniu czy nieistnieniu, sensie
czy bezsensie takiego pojęcia i przyjmę wasz punkt
widzenia. Na czas naszej rozmowy przyjmuję, że takie
pojęcie istnieje, ma sens i to właśnie odczuwa w tej
sytuacji autentyczny katolik. Upraszam grzecznie, by
mojej zgody nie przypominano mi później jako mojej
postawy myślowej. To jest mój wyraz szacunku dla tego,
że tu jesteście i chcecie ze mną rozmawiać. Postawa
hipotetyczna do niczego mnie później nie zobowiązuje.

2. Rozumiem, że wśród tych, co wybrali życie wewnątrz
Kościoła, ziemskie sprawy mało ważą i nie można ich
ganić jeśli w ich optyce wszystko, dokładnie wszystko,
co się dzieje w doczesnym życiu ma być oceniane tylko
poprzez zawieranie treści duchowych. Ale osoby, które
zwróciły się do cywilnego sądu należą do cywilnego
społeczeństwa i egzekwowały swoje cywilne prawa.

3. W doczesnym, krótkim przecież życiu, można podjąć
nieliczną ilość działań. Każde z nich ma swój koszt,
zajmuje czas i energię pewnej ilości osób. W wypadku
zwrócenia się do sądu sam fakt ustawienia pewnego
procesu w kolejce oznacza, że inne problemy przed
sędzią nie staną albo staną odpowiednio później.

4. Na podstawie swojej znajomości problemów polskiego
społeczeństwa z roku 2007 a także po starannym
rozważeniu skali ważności różnych kwestii wnoszonych
do polskich sądów, sądzicie, że priorytety zostały tu
właściwie wybrane?

Jeśli zdecydowana odpowiedź brzmi: „tak”, to
bardzo dziękuję za rozmowę i przepraszam, że zająłem
czas. Zacisnę usta i nie popełnię nietaktu
porównywaniem waszej polskiej i mojej brazylijskiej
wiedzy o zjawisku zwanym „Polska”. Oczywiście nie
liczę na przyszłe częste spotkania.

Jeśli jest coś, co was skłania do zawahania się przy
odpowiedzi, proszę pozwolić, że dorzucę parę uwag,
które są próbą pokazania pewnych detali, które może
nie zawsze są widoczne przy pierwszym rzucie oka, ale
zaręczam, że mówiąc o tym nie zamierzam nikogo do
niczego w paru krokach przekonać. Wystarczy mi myśl,
że wiecie o tym, co (jak mi się wydaje) wiem i ja.

1. Zacznę (bez złośliwych intencji) od rzeczowej uwagi
osobistej: po spowiedzi zdarzyło mi się (tak, dawno
temu, ale takich rzeczy nie zapomina się) usłyszeć
komentarze o wiele bardziej bulwersujące niż ten,
który w ostatnim obrazku przypisano spowiednikowi.
Chcę powiedzieć, że nie wszystkie elementy tego, co
autor nazwał „zabawą” są zupełnie zmyślone.

2. Może automatyzm pytań wirtualnego spowiednika
ma pewien komizm właśnie dlatego, że istnieje łącze
z rzeczywistym światem? To nie jest zarzut hipokryzji,
pamiętam jak zmęczony był ks. Władysław po paru
godzinach przyjmowania wyznań jego parafian. Nawet
święci ludzie są montowani z zupełnie normalnego
materiału genetycznego.

3. Dla wielu osób wewnątrz Kościoła takie zjawisko jak
Biblia w formacie html jest bardzo niepokojące i choć
nie zawsze wysławiają swoje obiekcje, czują się
nieswojo gdy myślą o ingerencji technologii w życie
duchowe.

4. Skoro istnieją diagnozy lekarskie na odległość, czy
sądzicie, że jest niemożliwe użycie (w skomplikowanej
sytuacji przestrzennego oddalenia) wymiany zdań między
spowiednikiem i wiernym za pomocą skype'u czy innej
technologii? Niekoniecznie dzisiaj...

5. Poczucie humoru jest podległe wewnętrznej kontroli
jeszcze mniej niż popęd seksualny. Każdy z was zna
sytuacje, w których nie potrafił opanować śmiechu.
Jeśli rozważając (być może na serio, a może testująco)
ideę wirtualnej spowiedzi ktoś dostrzegł komiczne
jej aspekty, czy już przez to popełnił grzech? Czy
może przez to, że swoje myśli ujawnił? A czy został
oceniony sposób, w jaki wyraził swe idee, czy też ich
naganność?

Nie wiem, nie mam decydujących odpowiedzi – a tak
szczerze mówiąc nie bardzo mnie to obchodzi. Ale
bardzo obchodzi mnie czy mój Kraj odpływa ze świata
realnego w świat abstrakcyjnych a gniewnych idei.

Dziękuję za cierpliwość – o ile jest tu ktoś.

 

niedziela, 15 lipca 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: My, r.escom.net.pl
2007/07/15 09:47:10
jestesmy popieramy
-
2007/07/15 11:44:16
1.Pieniactwo jest ulubionym sportem Polaków IVRP, więc kazda okazja do piany na uściech jest mile widziana.
2. Jestem człowiekiem wierzącym, ale nie posiadam "religijnych" uczuć. W co wierzę, to moja sprawa.
3.Staram się szanować wierzenia, przekonania, opinie, zabobony każdego bliźniego. W meczecie zdejmuję obuwie, w synagodze nakładam myckę.Turystki wchodzące do kościoła w krótkich szortach popełniają nietakt.
4.Spowiedź jest wymysłem Watykanu. Pozywanie do sądu kogoś kto stroi żarty z tej wczesnej formy psychoanalizy robi z siebie błazna i okazuje brak tolerancji.
5.Księża w Ameryce elsperymentują jak widać z wirtualna spowiedzią
virtualconfession.blogspot.com/
-
2007/07/15 11:47:30
-
Gość: Tadeusz, dyb5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/15 19:38:17

Tadeusz Żeleński-Boy: "Igrać z najbardziej uświęconymi pojęciami, z najbardziej czcigodnymi uczuciami, próbować ich siły i szczerości, rozkładać je odczynnikiem śmiechu, prowokować obłudne oburzenia, demaskujące dyskusje, wpuszczać powietrze, ośmielać do myślenia, iżby pośród walących się bałwanów zostało to, co naprawdę jest szanowane — oto zadanie, które chciałbym spełniać wedle sił moich".
-
Gość: Cyber, dyb5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/15 19:45:14

Propagowanie racjonalizmu oznacza nie tylko suchy język naukowych monografii (mało zazwyczaj perswazyjnych czy prelekcji, czy też wreszcie jedynie wyrabianie logicznego myślenia w świadomości społecznej. Oznacza ono także sięgnięcie po oręż lekkości i humoru, ironii i drwiny, jako nader groźnych narzędzi do walki z przesądem, nonsensem i bzdurą. Oznacza więc sięgnięcie do świetnych wzorów oświeceniowych pamfletów, tak skutecznie i nieubłaganie, a przy tym wszystkim w tak lekkiej formie, tropiących relikty mentalności pierwotno-irracjonalnej we współczesnych im społeczeństwach" (Zygmunt Poniatowski).
-
2007/07/15 20:14:42
@Antrim: nie wiedziałem (i chyba nigdy nie zastanawiałem się gdzie stoisz w kwestii religi - i to było częste w moim środowisku. Dopiero w parę lat po śmierci jednego z moich mistrzów z Wrocławia ktoś mi powiedział, że był z kościoła ewangelicko-augsburskiego. O tym, że mój bardzo bliski przyjaciel był prawosławny dowiedziałem się od szwagra, który poszedł na jego pogrzeb... W Twoim przypadku informacji nie zapomnę, no bo ilu jest Antrimów na tym świecie, ale gdyby mi to mówił jakiś kolega z pracy, bardzo możliwe, że po miesiącu już bym nie pamiętał. Nie żartuję. Nie pamiętam co mi kiedyś mówiła moja własna siostra.

@Tadeusz, @Cyber: bardzo ładne sformułowania i chyba rozumiem je, ale podstawowe pytanie w tym: jeśli ktoś jest wierzący i w jego (jej) odbiorze wiary jest miejsce na obrazę uczuć religijnych, co można począć, by takie cytaty (nawet jeśli odrzucane przez argumentację, z którą jeden się zgodzi, a drugi nie) stawały się dla nich czytelne, czyli nadające się do czytania i przemyślenia?

Co do racjonalizmu, to wydaje mi się on pojemnikiem na najrozmaitsze treści i chyba nie z wszystkimi z nich mam się dobrze (gdzieś już tu pisałem czemu nisko sobie cenię płomienne dzieło pana Dawkinsa), kluczowy moment w mojej postawie to szacunek dla fantazji, bez której nie ma rozwoju, odmiany, a która więcej ma wspólnego z irracjonalnymi odruchami niż z tzw. „logicznym” myśleniem. Przy okazji, niektóre Purchawki są do obrzydliwości racjonalne i logiczne i systematyczne, tyle, że oderwane od zdrowego podłoża.
-
Gość: Cyber, dyb5.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/15 20:37:21
Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz;
Publiczne ścieranie się różnych opcji jest fundamentalnym znamieniem społeczeństwa i państwa pluralistycznego i otwartego. W państwie takim na ogół przewagę i rządy zawłaszcza sobie jedna bądź kilka opcji, pozostałe zaś spychane są na ławy opozycji, do roli czujnego strażnika i krytyka poczynań zwycięzcy. Pomimo, że aktualnie przegrane nadal się liczą i biorą udział w wolnej konkurencji opcji, dopóty dopóki nie wyczerpią do cna swego potencjału i nie odejdą na śmietnisko ludzkich idei, poglądów, pomysłów na życie, dla których miejsce jest już tylko w podręcznikach szkolnych i monografiach, których nikt nie czyta.

Na przeciwległym biegunie znajdujemy model totalitarny i dyktatorski, który cechuje publiczne nieistnienie opozycji w określonych, najbardziej newralgicznych sferach, jej niemożność publicznego działania, finansowe upośledzenie. Nie tylko ma ona wówczas nader ograniczone możliwości przekonania innych do swych racji, ale i nie ma możności dotarcia z nimi do tych członków społeczeństwa, którzy są jej podobni i którzy w niej skłonni byliby widzieć sublimatora swego światopoglądu czy źródło określonych dóbr duchowych i kulturowych.

We współczesnej Polsce model pluralistyczny przyjął się w wielu sferach, w szczególności w zakresie ideologii politycznej — można swobodnie głosić wszystko co „kupią" wyborcy, bez znaczenia jak bardzo będą to błędne i populistyczne opcje. Można więc być oszołomem w zakresie polityki kryminalnej (vide Kaczyński), oszołomem religijno- pseudopatriotycznym (vide Giertych), oszołomem uniwersalnym (vide Lepper), można być bez konsekwencji wielkim i małym aferałem. Monolit jednej opcji politycznej odszedł do lamusa.

Totalitarny relikt i gra pozorów
Tymczasem w dziedzinie światopoglądowej wciąż brak u nas odwilży, aggiornamento, pierestrojki — wciąż panuje model totalitarny, oznaczający tutaj:

- publiczną hegemonię jednej tylko ideologii,

- propagandowe kłamstwo mające przekonywać, że społeczeństwo jest jednolite w swej miłości do ideologii panującej,

- duszenie w zarodku wszelkich śladów istnienia opozycji, poprzez cenzurę oraz przedstawianie jej jako grupki frustratów, wariatów i ludzi zagubionych.

Pluralizm w tej dziedzinie jest pozorny, wolna konkurencja nie istnieje. Jest faktem bezspornym, że w społeczeństwie jest od kilku do kilkunastu procent ateistów i agnostyków w zależności od grupy społecznej (mniej — w niewykształconych; więcej — w wykształconych). Zastanówmy się, ile razy widzieliśmy w telewizji czy czytaliśmy w prasie coś co skierowane było do tego grona? Zastanówmy się kiedy i gdzie ostatnio publicznie podejmowano się dyskusji na ten temat, polemiki, inspirującej konfrontacji? Spotyka się czasami antyklerykalizm, który jest dość silny. Jednak on na ogół niewiele ma wspólnego ze sprawami światopoglądowymi jako takimi. Jest tłumaczony jako efekt niedostatków moralnych funkcjonariuszy ideologicznego hegemona, ale nigdy lub niemal nigdy jako wynik opozycji światopoglądowej.

Ktoś zaczadzony kadzidłami propagandy mógłby mniemać, iż Polska jest jakimś niezwykłym ewenementem europejskim, który niczym samotnie dryfująca wyspa na oceanie europejskiej niewiary, jest żywym dowodem na to, że w XXI w. w Europie może uchować się kraj, gdzie chrześcijaństwo ma się dobrze a ateiści nie istnieją.