|
Blog > Komentarze do wpisu
Liście kasztanów
Na pierwszej stronie dziennika Andrzej Bobkowskiego
jest opis przyrody: Drzewa na moim bulwarze, przedwczoraj czarne i wyraźne, jakby rysowane węglem na tle brudnego nieba, dziś pokryte są zielenią. Liście kasztanów, od razu wielkie, są jeszcze zmięte i pogniecione. Dusiły się w pączkach już naturalnej wielkości. Każdy z nich jest teraz zielonym damskim płaszczykiem z jedwabiu, wyszarpniętym wdzięcznie z torebki w oczekiwaniu deszczu. Oczywiście przeskakiwałem w lekturach szkolnych wszelkie opisy przyrody. Poloniści wyjaśniali mi jaki to piękny zabieg literacki gdy artysta odkrywa zależności między stanem liści a stanem ducha – była mowa o projekcjach i równoległościach oraz przystawaniu i transferencjach i wydawało się, że lada moment pojawią się rysunki trójkątów i trapezów. I dziwiło jak wielu artystów od lat utrzymuje się dzięki obyczajowi powielania tego samego prostego pomysłu, ale widać było różnice artystyczne. Pewni artyści zajmowali opisem przyrody pół kartki, a drudzy jedną. A Bobkowski gdy pisze o kasztanie, mówi o kasztanie i chwała mu za to. I za wszystko. O czym by nie pisał, chce się czytać. poniedziałek, 02 lipca 2007, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2007/07/30 23:32:27
Nie, Wojtku, po tym jak mnie prezentem ze Szkiców piórkiem” przekonałeś do Bobkowskiego (i też myślę, że nauczyć się go na pamięć nie byłoby głupie, bo jeszcze kiedyś przyjdzie jakiś buc do MEN-u i zabroni czytania), kupiłem dwie inne jego książeczki, opowiadania Zmierzch” i Z dziennika podróży”. I te kasztany są tu właśnie, na pierwszej stronie czyli na stronie piątej.
Gość: Wojciech Kubalewski, chello062179095077.chello.pl
2007/07/31 00:09:30
No tak, zmylił mnie ten 'dziennik', bo taki wieloznaczny. Mam, mam też ten 'Z dziennika podróży'. Ale już przestaje się wygłupiać w sprawdzanie. Ostatnio coś Querido Bob robi się w jajczyźnie popularny )co samo w sobie jest dobrą, budzącą otuchę wiadomością) i się rożne wybrane fragmenty wydaje. Niewygoda (dla mnie mała, bo jednak trochę diatlików mam pod ręką), że w tych skrawkach zawsze są skrawki skrawków 'nigdzie wcześniej nie publikowane'. Więc skupuję - jak leci. I czytam. A co przeczytam to jeszcze bardziej lobię, kocham, szanuję.
Wojciech 2007/07/31 01:28:43
A widzę tu dwa zabawne momenty: że dwóch takich bezbożników tak się raduje czytając człowieka, który co krok Boga chwalił (choć do Królowej Polski odniesień u niego nie przypominam sobie) i że jeśli jeden promil populacji oznajmi, że bardzo sobie ceni takiego autora to cała populacja może uchodzić za kulturalną...
Gość: Wojciech Kubalewski, chello062179095077.chello.pl
2007/07/31 10:42:37
A to jest rzeczywiście zabawne. We własnych oczach uchodzę za antyklerykała, nie mam żadnych zahamowań przed tą etykietą (nawet jeśli wiem, że takie etykiety dość średnio przystają do _całej_ rzeczywistości oklejonego subiekta). A tu się okazuje, że Bobkowski-Chrześcijanin (w "Szkicach..." co i rusz z żoną do jakiegoś kościoła mu po drodze) w niczym mi nie przeszkadza. Dobre pytanie brzmi: dlaczego? Jak to możliwe, że zdeklarowany antyklerykał ubóstwia (dobre, co? _ubóstwia_!) praktykującego katolika?
Eh, gdyby wnioski i obszerna odpowiedź na to pytanie udało się uczynić przedmiotem polskiej debaty publicznej (pod warunkiem, że wystąpię w niej jako N. N. - przez wrodzoną skromność) - czyż to nie byłoby piękne? Wojciech 2007/07/31 13:13:33
Jeśli Ci to sprawi przyjemność, to mogę tak się do Ciebie odnosić w publicznych rozmowach. Jak mówił mi prezes N.N....”
|
|
Wybaczysz?