Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Dzień wołu

Wyśmienity dzień, żeby pomówić o czymkolwiek innym.
Więc na przykład o miłości do zwierząt. Przenosi się
to na tamagotchi i łatwiej bym zrozumiał miłość do
sznurowadeł albo do sedesu, ale nie warto obrażać się
na rzeczywistość, gdy tworzą ją potężne korporacje.
Tę modę... nie, tu nie wytrzymam. Czy ktoś mógłby
wspiąć się na Jasną Górę i premierowi potężnym głosem
oznajmić, że nie mówi się „tą prawdę” ale „tę prawdę”?
A także, że „iść” i „maszerować” to nie są synonimy?
Ale już wracam do ulubionych zwierzątek. Oto jedno
nich, w jego ulubionej (przez nas) pozycji, czyli
wół jaki jest każdy pamięta.

pogodny wół

Może za wyjątkiem punktu 2. To się nazywa cupim
(czytamy kuPIŃ), byka marki zebu. Powtórzmy, byka,
nie wołu. Jeszcze śmieszniej bywa na odwrót, bo często
słyszę o kupowaniu sera muzzarela z bufalo (takie
białe kulki) a jestem przekonany, że wół czy byk
bufalo niczym tu się nie przyczynia do sera, że
to pełna zasługa krowy bufala. Dla powierzchownej
przynajmniej orientacji przedstawiam po jednej sztuce
zebu i bufalo (a raczej, po mojemu, búfalo).

zebu i bufala

Dla stworzenia cieplejszego, intymnego nastroju,
opowiem coś o sobie oraz bykach i krowach. Byłem
w okolicy Rancho Queimado, z 80 km od Floripy
i chodziłem po ścieżkach a na polu pasły się zebu
płci obojga. I w pewnym momencie stałem się szefem
dużego stada, które szło ufnie za mną, bo te paliki
przy pastwisku miały dla mnie symboliczny sens, a dla
nich nie. I szły coraz bardziej za mną i nie będę
zmyślał, że na szyi czułem dotyk potężnych kłów
byków, bo nie były aż tak blisko i nie zerkałem na
ich gender. Domyślałem się czego chciały ode mnie,
przypuszczalnie o tej porze przyjeżdżała dostawa soli
i martwiło mnie to, bo nie chciałem być lizany przez
całe stado. Okazało się, że byłem odważniejszy od
nich – nie ośmieliły się wleźć w takie chaszcze,
w które ja się zapuściłem.

Więc kończę wołową relację zapewnieniem, że cupim
czyli garb jest tak smaczny, że w pełni uzasadnia
emigrację do Brazylii – jeśli komuś brak dzisiaj innych
motywacji.

wtorek, 10 lipca 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: , ist.ein.unterdrueckter.codesklave.de
2007/07/10 08:54:55
Czy ten cupin to nie jest po prostu
karkowka?
-
2007/07/10 15:23:19
Myślę, że w tutejszej klasyfikacji karkówkę zaliczono by do "acém", czyli górna część 3. Po polsku można mówić o karkówce z kością, a dla "garbówki" to by była piękna sprzeczność - to kawałek mięsa w formie piłki do rugby, włókna i tłuszcz. A smaki są całkiem inne.
-
2007/07/10 18:57:26
Ten zebu wygląda tak jak niedoszły wielbłąd, który rozmyślił się w ostatniej chwili bo wolał życie zebowe.
-
2007/07/10 19:38:02
A bufalo jak antylop. I tyko do żyrafy nic nie jest podobne. No, może moja koleżanka ze szkoły...
-
2007/07/10 22:46:14
Jakto nikt? A okapi to pies? hopla, przepraszam psy.