S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Bezrozumna nadzieja
Antrim szuka diagnozy dla choroby polskiej. Moja
próba odpowiedzi jest brutalna i wiedzie do du¿ego
kaca: wielopokoleniowa negatywna selekcja. Przecie¿
to elity nam mordowano i dobrze wiedzieli czemu to
czynili. Mo¿na setkê innych przyczyn zasadnie
wskazaæ, a w¶ród nich zapewne szaleñstwo religijne,
co nas w wojnê szwedzk± wepchnê³o, poczytne miejsce
zajmie, ale przecie¿ nie ma spo³eczeñstw, co by
walcem przez scenê historii przep³ywa³y. Wszyscy,
z ka¿dej etni, mamy w¶ród naszych pra-pra takich,
których lepiej by by³o nie mieæ. Ale niewielu ludom
z os³abionym organizmem taki jak nam upust krwi
sprawiono. Wybieranie do rzezi jakie nam Rosjanie
i Niemcy zastosowali tyko Kambod¿a pozna³a. Ta sama
zasada dzia³a³a: umie pisaæ, wiêc niech umrze.

Rozumiem i szanujê p³acz za tysi±cami m³odych
i dzielnych, którzy padli w Powstaniu Warszawskim
i we wszystkich innych okropno¶ciach wojny – ale
mówi±c o nich nie mo¿na zapomnieæ, ¿e jeszcze
rzadziej przetrwaæ mieli ich mistrzowie, stanowi±cy
wzorce. M³odzi, co prze¿yli, na ogó³ stwarzali ¶wiat
od nowa. Chwa³a im za to. Trudno a¿ wierzyæ, ¿e to
wysz³o z tych pokoleñ tylu m±drych ludzi, tylu
wspania³ych specjalistów. To jak ro¶liny przebijaj±ce
siê przez warstwê cementu. Du¿o wiêkszy cud ni¿
operacja wojenna, to cud nad Bugiem i Odr±, przy
Ba³tyku i pod Tatrami. Ale nie oszukujmy siê: to nie
jest normalne spo³eczeñstwo. Tu najlepsze umys³y
odkrywaj±, ¿e trzeba szanowaæ s±siada i pomagaæ
starszym. W normalnym ¶wiecie wychodzi siê ze
¿³obka z t± wiedz±.

Mam nadziejê. Przyjaciel pokazywa³ mi wa³y nad Odr±,
na których wszyscy - czyli spo³eczeñstwo - k³adli
przy powodzi worki z piaskiem. Czego¶ siê nauczyli,
po powodzi zaczêli wspólnie dbaæ o publiczne place
i o ³awki na nich, zaczêli mówiæ sobie na ulicy
„dzieñ dobry”. My¶lê, ¿e po jeszcze ilu¶ powodziach
Polska stanie siê prawie europejskim krajem.

Pomog³oby w tym gdyby ci, co o patriotyzmie piej±,
¶piewaæ polski hymn siê nauczyli. Ale ich ¶piew jest
tak fa³szywy jak ich mowa i to dzi¶ jest najwiêkszym
Polski zagro¿eniem. Pi±ta kolumna w czwartej rzeczy.
¶roda, 04 lipca 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/07/04 11:16:15
Wiesz, to jako¶ jest wpisane w nasz± naturê narodow± - bli¿ej nam do romantycznych zrywów ni¿ do pozytywistycznej pracy u podstaw.
A w³a¶nie tak powoli mamy szansê zbudowac spo³eczeñstwo obywatelskie: zaczynaj±c od w³asnego podwórka, ulicy osiedla - dbaj±c o dobro wspólne. Za jaki¶ czas przychodzi moment zastanowienia : co robi mój radny,jak wydawane s± pieni±dze z kasy miasta czy gminy. A w ¶lad za tym - rozliczanie pos³ów i pieniêdzy z podatków wp³ywaj±cych do bud¿etu miasta. I chêæ wp³ywania na to - je¿eli Dorn chce w pierwszej kolejno¶ci daæ pieni±dze swoim pracownikom - niech to wyt³umaczy, szczególnie w aspekcie protestuj±cych pielêgniarek. To moje/Twoje/nasze pieni±dze i chcê wiedzieæ na co id± ....
-
2007/07/04 21:52:28
Polacy jednocz± siê gdy maj± wspólnego wroga- naje¼dzca czy powód¼. Wtedy s± wspaniali. Ale ten cholerny indywidualizm jako¶ nie pozwala im na pokojow± jedno¶æ. Wol± emigrowaæ i u¿y¼niaæ cudze gleby,albo sk³ócaæ wszystkich ze wszystkimi jak to robi obecny rz±d. Ale pzecie¿ skrajny indywidualizm nie jest choroba?
PS. sprawdzi³em mój trackback -by³ zawsze uruchomiony.
-
2007/07/04 23:51:14
@Marzatela: jestem do¶æ uczulony na wewnêtrzne sprzeczno¶ci w oficjalnych deklaracjach. Dlatego, choæ nic mi do tego kto jaki etos przyjmuje w swoim ¿yciu, ¼le mi gdy kto¶ zajmuje miejsce na scenie, og³asza 10 przykazaæ jako bazê dzia³ania, podkre¶la to polskim mitem o warto¶ci s³owa jak u Zawiszy Czarnego, a potem wdaje siê w machlojki i w rozdzia³ ³upów wewn±trz sitwy. Ci ¼li ludzie nie uwa¿aj± ani pielêgniarek ani nauczycielek za swoich bli¼nich - i jak siê uwa¿niej przyjrzeæ, kieruj± siê Kodeksem Zwyciêskiego Samca.

@Antrim: przyjaciele w Stanach czêsto mi relacjonowali, ¿e nie da siê ani rodaka zatrudniæ (polecenie jest mu uraz±), ani u rodaka znale¼æ pracê (masz mu pracowaæ na czarno i dostaæ mniej ni¿ Meksykanin). I przy tym gadaj± ¼le o ¯ydach, bo siê wzajemnie wspomagaj±.

Mo¿e rozbicie dzielnicowe nie by³o wystarczaj±co sprawne? Mo¿e trzeba by³o zasady „jedna zagroda = jedno ksiêstwo”?