Wywiad rzeka. Niełatwa lektura.
*
Lektura niełatwa, bo niesłychanie trudne życie.
Nieuchronne porównywanie z drogą tych, których
znam i znałem. Niekiedy są łączą. Bartoszewski
opowiada o papierach, które wyrobił pewnemu
człowiekowi. Jako student znałem go pod nowym
nazwiskiem. Później dowiedziałem się, że był kimś
już przed wojną, ale jako Szpilrajn. To jeden
z wielu ratowanych, jeden z iluś uratowanych przez
niego. Jak wiele ten jeden zrobił dla nas...
*
Ci, w otoczeniu, co mieli życiorysy, nie mówili
o sobie. To od innych dowiedziałem się o akcjach
w Szarych Szeregach mojego szefa seminarium. Albo
z czytanej po latach książki o niewiarogodnych
przeżyciach w Gestapo nauczyciela o szorstkim
głosie i opiekuńczych postawach. A potem kolejne
pokolenie niezaplanowanych bohaterów. Ci koledzy
nie noszą orderów, choć niektórzy miewają. Można
zlepić z lat odsiadek bliższych i dalszych znajomych
jeden wspólny, splecony z długich i krótkich wyroków
Wyrok. Taki szal za obmienu rodiny i za AK, za bycie
Polakiem i za bycie japońskim szpiegiem, za coś i za
nic, szal na okrycie na tysiąclecie tego narodu,
tkanina z losów i wyznań, motywacji i przypadków,
nieproszony spadek, ciążący powód do gorzkiej dumy,
znikająca w czasie abstrakcja i bolące przez pokolenia
trudne opowieści o ludziach, którzy nie mogli zostać,
stać się, wzlecieć, bo musieli trwać przy bardzo
podstawowych słowach i ich znaczeniach.
*
I przygnębiające pytanie. Szczęście, że potwornych
dylematów nie było na mojej ścieżce, ale czy mogłem
zrobić więcej? Mogłem. Oczywiste. Każdy mógł i może.
Więc czemu zrobiłem tak mało?
*
Może choć troszkę robię gdy wracam do czasów, pytań,
losów. Relacja Karskiego. Pamiętniki drukowane przez
Giedroycia w Paryżu. To nie wybór, lecz moja dawka
losu. Jestem odmianą ssaka zwaną w owej części Europy
„inteligentem”. To nie wyróżnienie, a obowiązek.