Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane.
Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość.
Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy.
Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Trudna droga grupy pakistańskich tancerzy, którzy stworzyli kiedyś PIA Arts Academy, zawiera wszelkie elementy tego nieszczęścia, które można określić: sztuka ale nie dla sztuki. Unikając zbyt długich wypraw w niemoje tereny, zgodnie i cicho szepnę, że wiem o powiązaniu wszyskiego z wszystkim, że jak ktoś płaci to i wymaga, że są granice i pitutu oraz tralala. Ale doświadczenia wykazują, że jeśli te granice i powiązania nie wychodzą od samych artystów lecz od polityków, katastrofa jest za rogiem. Tak właśnie tu było. Generałowie decydujący co jest zgodne z islamskim duchem, ministrowie dbający, by zagraniczni dostojni goście mogli oglądnąć miejscowy folklor... Do tego trzeba dodać nieuchronne wśród artystów (u których z racji zawodu nerwy są napięte do granic możliwości) niesnaski, zazdrości i intrygi – no i wszystko szlag trafił. Może tylko obrazek pozostał...
Helmut Rudolf – Taniec zaklinacza węży – akwarela z cyklu „Pakistan”