|
Blog > Komentarze do wpisu
Sylwek i Jarek się rymują?
Jeden już był, drugi jeszcze jest, może z powodu tego
przesunięcia kalendarzowego nie ma wielu uwag na temat podobieństw w stylu. Ale wśród niepokojów przy czytaniu „Rakiem” Umberta Eco pojawia się i ten: ciąg przypadków to czy metoda? Nie mogę zajmować czasu oczywistymi analogiami, które między zwycięskimi politykami muszą się pojawić: czar języka, głębia obserwacji w wypowiedziach o świecie czy rozkoszne przeżuwanie własnych mądrości, jak gdyby były narkotykiem. Typ konkurencji wyznacza psychiczny typ konkurenta i nie może dziwić, że burak do buraka jest podobny. Zjawisko zaciekawi jeśli okaże się, że podobny bełkot pokrewnym blekotem jest wywoływany. Ożywia się oko widząc tę uwagę: Wszelka nacjonalistyczna i populistyczna duma rodzi się z umiejętnie podtrzymywanego stanu nieustannej frustracji. Ooo, więc nie przypadkiem uchodzimy tam za Włochów Północy? Molto bene. Czytajmy więc o kuzynach od jarzyn. Wywoływanie dzień w dzień oburzenia ze strony opozycji [...] pozwala Berlusconiemu przekonywać swoich wyborców, że jest ofiarą prześladowań („widzicie, cokolwiek powiem, zaraz się na mnie rzucają”). To udawanie ofiary, które wydaje się kłócić z charakteryzującym obietnice Berlusconiego triumfalizmem, jest podstawowym elementem jego techniki propagandowej. [...] Każde nadużycie trzeba usprawiedliwić oskarżeniem o niesprawiedliwość wobec siebie. W ostatecznym rozrachunku udawanie ofiary jest jednym z wielu sposobów, za pomocą których reżim podtrzymuje zwartość własnego frontu wewnętrznego w kwestii szowinizmu: aby wzbudzić w nas zapał, należy obwieścić, że są inni, którzy nas nienawidzą i chcą podciąć nam skrzydła. Uczciwość wymaga, by ujawnić i głębokie różnice między dwoma mężami stanu: Silvio Berlusconi publicznie źle mawiał o swojej żonie, a Jarosław Kaczyński nie patrzy na swoich przeciwników z góry. wtorek, 26 czerwca 2007, andsol-br
TrackBack
|
|