Skoro pudełko na komentarze odrzuca długie gawędy,
muszę tutaj zamieścić odpowiedź na komentarze
Vierablu do mojego ostatniego wpisu. Alors, on y va.
Przyglądam się moim zdaniom i Twojemu podsumowaniu
i uświadamiam sobie działanie jakiejś odmiany prawa
Boyle'a - Mariotte'a obowiązującej w świecie tekstów:
gdy zmniejsza się objętość, próba zachowania treści
prowadzi do zmiany stan skupienia. I zmienia się sens
słów.
Tak, kierunek działań kleru można opisać jako pracę
Kościoła Katolickiego, bo to było dyskutowane przez
Ogólne Zgromadzenia CNBB (Narodowa Konferencja
Biskupów Brazylii) i przyjmowane jako wskazówki pracy
kościelnej („wytyczne” staje mi ością w gardle) po
demokratycznym sprawy omówieniu. Oczywiście
diecezje prowadzone przez konserwatywnych biskupów
mniej się starały o wprowadzanie ich w życie, ale
księża mieli oparcie dla swoich akcji w dokumentach
kościelnych. To by było na temat pierwszego punktu
(aż wstyd, że moje wyjaśnienie jest tak długie, ale
w ciągu dalszym wyjaśnień będzie jeszcze gorzej.)
Trudno powiedzieć, czego naprawdę bały się wojskowe
rządy. To był bezustanny kryzys ekonomiczny, globalna
interwencja „inwestorów” (czytaj: spekulantów),
których adwokaci i przedstawiciele wchodzili do
gabinetów rządowych po kilkuminutowej zapowiedzi,
że chcą sobie porozmawiać. Dyktat o nietolerowaniu
lewicowego gadania szedł z góry czyli z Północy.
A Północ ma swoje obsesje językowe, słowo „autobus”
brzmi im jak propaganda komunizmu, bo to całkiem inna
filozofia życia niż „family van”. Święta prawda,
że różne komunizujące czy nawet maoizujące grupki
podpinały się do kościelnych akcji, ale po pierwsze
wciskały się też do oficjalnej (i z błogosławieństwem
wojskowych utworzonej) opozycji MDB, a po drugie
chodząc po wzgórzach i gadając nie dochodziły daleko,
bo (jak to w ich obyczaju) gadały głupio i dziwnie.
Np. na jednym wzgórzu we Floripie namawiały biedotę
na zebranie pieniędzy na pomnik Marksa. Ludzie mogą
być niewykształceni, ale potrafią odróżnić korzyści
z pomnika od użytków ze żłobka albo z wodociągu.
A więc reakcje rządowe nie były wynikami przemyśleń
i przeliczeń, to było instynktowne reakcje na symbole
i na hasła. Wcale nie wszyscy z tych wojskowych byli
durniami, wręcz odwrotnie, myślę, że znaczna ich
część miała na myśli jakieś dobre odmiany patriotyzmu
i naprawdę martwili się o przyszłość Brazylii. Ale
typ otrzymanego wykształcenia, sugerujący, że zawsze
są dwie opcje i tylko jedna z nich jest dobra, naciski
z zagranicy oraz jakość polityków, którzy przyssali
się do nowej władzy i stali się pośrednikami
(z własnej woli) między wojskowymi a społeczeństwem,
przemieniły dobre zamiary w tragedię, w masowy głód
i przepracowanie, w powszechny wyzysk biedoty.
Co do punktu 3, to w zasadzie tak to było. Różne nowe
kościoły zajmowały się ratunkiem, zbawieniem czy
leczeniem indywidualnym, nie mówiły o ludzie czy
społeczności. Miały drogę do nieba na skróty.
Najtrudniej mi odpowiedzieć na punkt 4.
Najpierw: na pewno nie 20 różnych sekt. Tematu „czy
to jeszcze sekta czy już kościół” nie udźwignę. Wolę
wszystkie te organizacje wiary nazywać tak jak one
się nazywają. Więszość z nich mówi o sobie „kościół”
ale np. kardecyści (Allan Kardec) używają terminów
spirytyści, centrum spirytystów. Nie mają dobrej
terminologii ale są potęgą – na pewno jest ich więcej
niż 2,5 miliona, myślę, że w istocie oszacowanie
trzykrotnie wyższe miałoby sens, oceniając ilość
sprzedawanych psychografowanych dzieł, pisanych czy
spisywanych przez medium Chico Xavier. Ich literatura
znajduje się we wszystkich kioskach. Zapewne
w spisach pojawiają się jako katolicy, bo są
ochrzczeni. Odczuwają wystarczająco mocne naciski,
by nie deklarować się publicznie ze szczegółami
swoich przekonań.
I na pewno nie 20. Tyle to ja znajdę w promieniu trzech
kilometrów wokół miejsca, w którym mieszkamy. Wiar,
kościołów, sekt jest tu z pewnością dużo powyżej setki.
Np. w SP Kościół Katolicki Ormiański, obok mnie Baha'i,
coraz bardziej (niestety) potężny Kościół Uniwersalny,
skromny milion z ułamkiem Świadków Jehowy...
Nie jestem pewien czy lud tu odsunął się od Kościoła
Katolickiego (gdybyśmy rozmawiali na osobności,
użyłbym Twojego skrótu kk, ale jak pamiętasz bywają
osoby, którym nawet skróty kłują ich ośrodek uczuć
religijnych, więc niech im tam), bo ten katolicyzm
brazylijski jest – no, powiedzmy: alternatywny.
Większość sklepów ma gdzieś zamaskowane siedem roślin
na oddalenie złych czarów, nie znam katolików, co by
się odważyli na jakieś kpinki z makumby (czarna linia
wierzeń afrykańskich, nie mylić z umbandą czy
candomblé), ceremonie dla bogini Iemanjá zapełniają
dziesiątkami milionów Brazylijczyków (i to raczej nie
protestantów) wybrzeże oceanu w noc sylwestrową
– i prawie wszyscy oni przyjmują błogosławieństwo
(passe) od Pai de Santo. A u matki chrzestnej mojej
żony (kobieta biała, żona Polaka, działa jako medium),
wyznawczyni jakiejś odmiany afrykańskiej religii,
prawie zawsze stoją zaparkowane drogie wozy
dostojników, którzy „zamawiają prace” u niej i nie
ma odważnych, co by się z tego śmieli. Jeśli dwie osoby
umawiają się na jutro i jedna powie: „zobaczymy się
o piątej”, druga odpowie „se Deus quiser” (jeśli Bóg
tak zechce).
Lud tutaj jest magiczny, nie religijny.
No to jak z tym punktem 4, o lepszych stosunkach
między namiestnikami Pana oraz Cesarza? Konkordatu
tu nie ma od 1822r. (od ogłoszenia niepodległości od
Portugalii). W 1890r. ustanowiono, że kraj jest
świecki. I wszystko jest kwestią obyczajów, dobrych
czy złych chęci i jeitinho czyli sposobiku. Jeśli nowy
konserwatywny biskup przeniesie na inne parafie
zbyt gorliwych młodych księży, to przewodniczący
miasta przyzwoli na dobroczynne bingo we wszystkich
parafialnych salonach. I nie będzie kłopotów
z zamykaniem głównych ulic na procesje. Rząd nie
musi zamykać dostępu dla nowych misjonarzy, ale
może użyć niewidzialnych perswazji w kwestiach tv.
Otóż przez długie lata trzy główne kanały były
w rękach żydowskich (Globo, SBT i nieistniejąca już
Manchete) a czwarty – w arabskich (Bandeirantes,
dziś Band). I była dziwna moda, że w każdej novela
(serial) był jakiś ksiądz prawie-prawie uwodzony
przez bohaterkę, oraz różne podobne motywy. Krajowe
oraz zagraniczne nowinki o księżach-pederastach nie
bywały przemilczane, nawet wręcz odwrotnie. Filmy
z USA o księżach mordercach i zboczeńcach trafiały
do najlepszej siatki godzinowej. No i jakoś to się
odmieniło. Wprawdzie w serialach życie pozagrobowe
i magiczne bucha energią i pomysłowością, ale księża
przestali być wystawiani na pokuszenie. A wizyta
papieska leci w Globo non-stop.
Zadaj mi jeszcze parę takich pytań a chętnie Cię
zamorduję. Przecież pół niedzieli mi znikło...
Dziekuje, teraz juz jest w mojej glowie troche jasniej.