S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Poczet (1)

 

0. Odchodz± wojskowi (1984 - 1985)
1. José Sarney (III/1985 -III/1990)
2a. Fernando Collor de Mello (1989, wybory)
2b. Fernando Collor de Mello (III/1990 - X/1992)
3.
Itamar Franco (X/1992 - XII/1994)
4.
Fernando Henrique Cardoso (I/1995 - XII/2002)

1. José Sarney

On wcale nie nazywa³ siê Sarney. Przynajmniej na
pocz±tku. To niedopuszczalny zwyczaj, by czepiaæ siê
ludzi o ich nazwiska, przecie¿ ich sobie nie wybrali.
Ale je¶li wybrali to ca³kiem inna sprawa i czasami
mo¿e rzuciæ ciekawe ¶wiat³o na osobowo¶æ. Szczególnie
gdy chodzi o prezydenta sporego kraju.

José Ribamar Ferreira de Araújo Costa przemieni³ siê
w José Sarney przy jakich¶ wyborach. Nie jest istotne
czy anegdota o Sir Ney, dla którego jego dziadek mia³
pracowaæ, jest prawdziwa (a je¶li mierzyæ to ilo¶ci±
powtórzeñ historyjki, to jest w 200% prawdziwa), ale
wa¿ne jest, ¿e Sarney brzmi tu dobrze, bo obco. Dla
feuda³a z zacofanego stanu Maranhão, maj±cego ambicje
polityczne i literackie, opakowanie to zawarto¶æ lub
nawet wiêcej. Costa to jedno z trzech najczê¶ciej
spotykanych tu nazwisk. Sarney to wielki ¶wiat.

26-letni Sarney wda³ siê w politykê jako suplente,
zastêpca. Suplente to tutejszy wynalazek demokracji
dok³adowej. Kto chce byæ politykiem dok³ada siê do
koszyczka partii politycznej i przy wyborach partia
go wpisuje jako zastêpcê. G³osuje siê na kandydatów,
a wybiera siê zastêpców, bo je¶li kandydat zosta³
pos³em federalnym a jego przyjaciel gubernatorem
stanu, to gubernator mianuje pos³a sekretarzem (czyli
ministrem stanowym) i zastêpca zostaje pos³em. Nie
ma co mówiæ tu o opcjach politycznych, w stanach
feudalnych czyli w ca³ym Nordeste mo¿na by³o nale¿eæ
albo do skrajnej prawicy A albo skrajnej prawicy B.
Nale¿±c do jednej z nich i popieraj±c rz±dy
rozwija³ swój dorobek literacki i polityczny José
Sarney. Nie pad³o ¿adne oskar¿enie, by zaniedbywa³
interesy rodzinne. Nawiasem, wspó³czesny feudalizm
to taka formacja polityczno-gospodarcza, któr± mo¿na
krytykowaæ do woli (przecie¿ jest demokracja), tylko
trzeba wtedy umrzeæ z g³odu, bo pracy krytyk nie
znajdzie.

Gdy wojskowi dojrzewali do przekazania skarbca (czyli
stumiliardowego d³ugu w dolarach) cywilom, sta³o
siê jasne, ¿e od³am B a nie A skrajnej prawicy bêdzie
poparty przez wojskowych i Sarney odkry³ w sobie
tendencje centro-demokratyczne i przywi±za³ siê do
Tancredo Neves. A taki t³um polityków ze skrajnej
prawicy A do centrum za sob± przeci±gn±³, ¿e zosta³
kandydatem na wiceprezydenta u Tancredo.

I ¿y³by sobie jak zawsze, króluj±c w swojej prowincji
daleko od Brasílii i maj±c pa³ac wiceprezydencki na
lansowanie swoich tomików prozy gdyby parê godzin
przed ceremoni± zaprzysiê¿enia na prezydenta choroba
Tancredo nie zwyciê¿y³a upartego polityka. I takiego
kryzysu konstytucyjnego chyba ¶wiat jeszcze nie zna³,
bo prawo nie przewidzia³o mo¿liwo¶ci zaprzysiê¿enia na
prezydenta kogo¶ innego ni¿ zwycieskiego kandydata,
a jego kompan powinien staæ siê wice i gdyby prezydent
odszed³ choæ na dzieñ od steru, wice zostawa³by sam
sternikiem. A w dodatku ca³a dominuj±ca ju¿ scenê
polityczn± grupa zwana lewic± (czyli ludzie z prawicy
ale bli¿ej centrum ni¿ wojskowych) nie po to wybra³a
jednego ze swoich, ¿eby mieæ za prezydenta skrajn±
prawicê A. Ale jako¶ w parê nocnych godzin wedle
najlepszych tradycji demokracji spiskowej u³agodzili
siê i na prezydenta z rana dyplomowali José Sarney'a
a Tancredo przez ponad miesi±c dogorywa³ w szpitalu,
gdzie fotografowano go w u¶miechu i w podomce.

Po latach okaza³o siê, ¿e parali¿ ca³ego ¿ycia
gospodarczego kraju (przecie¿ ani ministrów nie by³o
jak obsadziæ porz±dnie, bo co to bêdzie gdy Tancredo
wróci) tak zmiesmaczy³ pewnych przemys³owców, ¿e
sugerowali Sarney'owi, ¿e powinien otruæ Tancredo
w szpitalu. Trzeba oddaæ ho³d Sarney'owi, ¿e podobnym
pomys³om, choæ patriotycznym, nie da³ poparcia.

Potem nast±pi³a najbardziej niewiarogodna transmisja
tv z ca³ego XX wieku. Z cmentarza w São João del Rey
dnia 24/V/1985 we wszystkich programach nieruchoma
kamera prawie przez godzinê pokazywa³a jak metodyczny
grabarz wype³nia zapraw± szczeliny w grobie Tancredo.
Ruszaj±ca siê na pierwszym planie kielnia grabarza
zosta³a odkupiona pó¼niej od niego za olbrzymi± sumê
przez kolekcjonera. S³usznie, nie by³o na ¶wiecie
drugiej kielni co by mia³a taki sta¿ w tv. Nie tylko
kielnia zrobi³a karierê: rzecznik prasowy Tancredo,
g³êbokim basem s±cz±cy narodowi optymistyczn± bajkê
o coraz lepszym stanie zdrowia pacjenta, sta³ siê
tak znany, ¿e zosta³ gubernatorem wa¿nego stanu.

Po 9 miesi±cach ba³aganu rz±d sta³ siê popularny, bo
Sarney zaakceptowa³ plan ekonomiczny ministra Dilsona
Funaro. Brazylia wysz³a z hiperinflacji, dziedzictwa
dyktatury. Plan mia³ parê sensownych momentów, choæ
jego g³ówn± zalet± by³o zamro¿enie cen. (Powszechnie
znane zjawisko: gdy ¿ycie ekonomiczne jest nie do
zniesienia, rz±d ustala, ¿e teraz nic siê nie zmieni
i prawie wszyscy z rado¶ci± stwierdzaj±, ¿e jest
¶wietnie.) Lud wiedzia³, czyj± zas³ug± by³ plan i gdyby
by³y wówczas wybory, Funaro móg³by zostaæ prezydentem
czy królem czy czymkolwiek. Ale po pierwsze mia³ raka
a po drugie Sarney zacz±³ wprowadzaæ do planu wyj±tki
i poprawki, które przekierowa³y wiele miliardów
dolarów tam, dok±d tego chcia³ i do dzi¶ Brazylia
za to p³aci. Czê¶æ tych pieniêdzy kupi³a prezydentowi
poprawkê konstytucyjn±, która przed³u¿y³a jego s³u¿bê
na prezydencji dla ludu z 4 do 5 lat. Jego dalsze
dzia³ania by³y tak okropne, ¿e przygotowa³y drogê dla
nastêpnego kandydata, którym by³ Jasiu Nikt, ale o nim
bêdzie w nastêpnym odcinku. Ale samemu sobie zdo³a³
urz±dziæ ¿ycie, bo pó¼niej wybra³ siê na senatora (choæ
w jeszcze po¶ledniejszym stanie) i na nie¶miertelnego
czyli cz³onka Brazylijskiej Akademii Literatury. A nawet
robi³ przymiarki dla swojej córki w roli prezydentki.

Aby nie rozdymaæ tego urywka, o ¿a³osnej roli, któr±
odegra³ tam niejaki Osmar Marczinski opowiem kiedy¶
indziej. Chodzi o zdumiewaj±c± metamorfozê kanara
w bohatera
, ale Brazylia jest magicznym krajem, wiêc
nic tu nie powinno zdumiewaæ.

cdn

pi±tek, 04 maja 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/02/04 11:19:40
Ja, Andsol, zwyczajowo nie ¶ledzê politycznych zawi³o¶ci, bo siê w nich gubiê oraz do¶æ przykrym znajdujê wys³uchiwanie, ogl±danie walk o sto³ek pod przykrywk± "dobra kraju". Gdyby jednak o polityce pisano tak zajmuj±co, sensacyjnie (bynajmniej nie z taniej pó³ki sensacyjek) jak Ty to czynisz, to jestem pierwsza do wgryzanie siê.
Ty jeste¶ pewien, ¿e matematykiem jeste¶? ;)
-
2008/02/04 12:48:43
@Reniferiada: jak to w ¿yciu bywa, zjawisko andsol ma wyja¶nienie seksualne: brzydcy ch³opcy nie mog± byæ nudni.
-
2008/02/04 14:44:18
No to ty baardzo brzydki musisz byæ! ;)
-
2008/02/04 17:21:04
Tak, ale ju¿ siê tym nie martwiê.

Znasz historiê o panu co siusia³ do ³ó¿ka? Nic nie pomaga³o, a¿ wreszcie przyjaciel go skierowa³ do psychologa. Spotykaj± siê po paru miesi±cach i przyjaciel pyta: „i co, psycholog ci pomóg³?” „Tak, wspaniale, bardzo ci dziêkujê.” „I co, przesta³e¶ siusiaæ w nocy?” „Nie, siusiaæ siusiam, ale teraz jestem dumny z tego”.
-
2008/02/04 22:17:00
I to siê nazywa skuteczna terapia! :)
-
2008/02/04 23:14:57
Przysz³o mi do g³owy jak dziwnym systemem komunikowania siê s± te wpisy,umówisz siê ze znajomym, ze ³adujecie sobie zapiski do u¶pionego od roku bloga bubabuba.blox.pl jako komentarze w ostatnim wpisie no i sobie rozmawiacie ca³kiem prywatnie, choæ w pe³ni publicznie... Ten wpis oczywi¶cie mo¿e zauwa¿yæ ten i ów, bo to seria...

Zaraz zajrzê do Ciebie, ¿eby zobaczyæ nad czym dzi¶ siê znêcasz.