Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak się wypisać?

Założę się, że nikt mnie nie wypisał z grona Rycerzy Niepokalanej. Nie tyle wszedłem co weszli mnie tam jak miałem 4 lata i tak zostało. Za to od ateistów nie mam żadnej legitymacji, ale często mnie do nich przypisują. A tak mi wygodnie w tym gronie jak na nieszporach. Ale to wcale nie znaczy, że trzeba mnie wpisać do agnostyków, czyli takich, co wiedzą, że nie wiedzą. Ja jestem tak głęboki obojętnik, że mnie ostre zaangażowanie tu czy tam jest tak dziwne jak przemierzanie połowy Europy, żeby widzieć drużynę z mojego miasta grającą w innym mieście.

To prawda, że bronię przed moimi studentami papieża Urbana VIII w jego sporze z Galileuszem. Studenci często słyszeli gdzieś, że Galileusz został spalony na stosie i oddychają z ulgą, gdy mówię, że owszem, spalono, ale kogoś całkiem innego. Na miejscu Urbana, gdyby mi taki typ zaczął radzić jak prowadzić Kościół też bym się zdrowo wnerwił. To nie był konflikt wiedzy i wiary a przekraczania zakresu kompetencji.

Prawie zawsze o to chodzi w sławnych przykładach, jedna ze stron wychodzi daleko poza granice swojej dziedziny i coś tam pitoli. I jeśli sprzeciwiam się tzw. autorytetom religijnym bełkoczącym coś o tym jak działać ma nauka, to czemu miałbym spokojnie przełykać podobne wyskoki u tzw. autorytetów naukowych opowiadających kto, w co i jak powinien wierzyć? Wiem, że Dawkins potrafi ciekawie podać wizje naukowe, ale gdy wdaje się we frontalny atak przeciw wszelkim możliwym religiom, nie jest w tym działaniu uczonym a kibicem sportowym. Uczeni od kwestii religijnych badają rozwój pojęć czy wzajemne ich wpływy a nie istnienie czy nieistnienie dowodów na istnienie czy nieistnienie bogów.

Jestem religijnym i ateistycznym obojętnikiem, ale muszę sporo o tym myśleć, bo jak dookoła ludzie się z tych powodów mordują, to nieźle jest wiedzieć skąd ta pasja w tworzeniu cmentarzy. Z racji typu moich studiów łatwiej mi rozumieć co piszą tzw. sekularni humaniści, racjonaliści, ateiści i inni wierzący w niewierzenie w boga, bo gdy biorę coś o wolnej woli i łasce i uduchowieniu to równie dobrze mógłbym mieć w ręce tekst po tybetańsku, bez słownika nie pojadę ani linijki. Ale gdy ci ludzie mówiący niby po mojemu opowiadają jakieś androny, że prawdziwy naukowiec nie może być wierzący, przestaję kupować te Free Inquiry czy podobne, bo głupiego gadania i za darmo mam mnóstwo.

Proszę mnie zrozumieć: w żadnej chwili nie oznajmiam, że naukowiec może albo nie może albo powinien albo nie powinien być wierzący albo niewierzący. Po prostu całą tę tematykę mam za kompletnie nieistotną, bo nie znam jednego jedynego odkrycia naukowego, do którego by przywiodła wiara albo niewiara. O ile nie liczyć niesamowitych wzorów z sumami, które bogini Namagiri dyktowała Ramanujanowi, ale oczywiście ktoś wychowany w kręgu oddziaływania chrześcijaństwa nie może przyjąć, że hinduska bogini przekazywała jakieś trudne twierdzenia i to daleko od Lourdes.

Uczciwość wymaga, by przyznać, że różne odmiany wiary odwiodły ludzi od wielu badań, ale widzę tu problem nadużywania siły a nie atrybut religii. Rządzący często chcą decydować o przeróżnych sprawach, w których nie mają nic do robienia i ich ustalenia naukowe są podobne do wdawania się w życie seksualne obywateli. To znaczy: czasami mogą zepsuć albo opóźnić przyjemność, ale to dlatego, że oni nie wiedzą jaką przyjemnością jest seks albo nauka.

I tę nieczęstą (ale zdarzającą się u mnie) obronę wiary przed oszołomami niewiary zamknę moją ostatnią na dzisiaj złośliwością:

Ateista – osoba nie mogąca pogodzić się, że bóg to potężna idea i upierająca się, że to jest tylko idea.

Ite, missa est.

niedziela, 20 maja 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/05/20 15:53:19
Jeśli "ite missa est" to chyba odpowiedź powinna być "Deo gratias"? Ciekawy wywód. Terminologia przesłania punkt widzenia. Niewierzący wierzy, że nie ma Boga. "Obojętnik" wyjaśnia tylko swoje wierzenia, które zapewne nazywa opinią. Pi jest liczbą transcedentalna, a że ja wierzę w nieskończoność, zatem moja wira powiodła mnie do tej liczby.
Cogito, ergo Deus 3.14 est.:-)
-
2007/05/20 15:55:24
korekta: moja "wira" tworzy zawirowania. Moja wiara wiedzie mnie na manowce matematyczne.
-
2007/05/20 17:33:19
Wiry będą tu tak czy inaczej ale widzę, że Ciebie nie zassą, bo Ty wiesz, że w nieskończoność się wierzy albo nie. Wierzę w nią, bo bez niej nastąpiłoby masowe bezrobocie, informatyka by stała tak dobrze jak stoi, ale matematyka i fizyka by się skurczyły nie do poznania. Więc na wszelki wypadek, żeby nie obciąć sobie samemu pensji, wierzę w nią. Ale jeszcze w roku 1888 Richard Dedekind wyczyniał w "Was sind und was sollen die Zahlen?" intelektualne wygibasy, żeby dowieść jej istnienia. (Ciekawe jest tu oddawanie tytułu jego dziełka w innych językach, na angielski przełożyli to jako "The Nature and Meaning of Numbers" a po polsku widzę w Wikipedii odniesienie do „Czym są a czym powinny być liczby?”)

Ale nie wierzę, że pi i 3,14 są tym samym. Wierzę, że między nie da się upchnąć całą nieskończoność.

Bóg zapłać za komentarz.
-
2007/05/20 22:21:10
Czy nieskończoność może zawierać w sobie inne nieskończoności? Pomysłowość nieskończoności polega na tym chyba,że nie wiemy ile ich jest.
PS. Stała Feigenbauma to czysta złośliwość ;-)
"How I want a drink, alcoholic of course,... after the heavy lectures involving quantum mechanics...." 3.1415926 ...
-
2007/05/20 22:42:35
Antrimie, czy myśmy przyszli do tego baru pracować czy pić?

-
2007/05/21 00:13:23
he he. Twój bar, ale ja lubię łączyć pożyteczne z pięknem. Cyk!