S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Antyklerykalizm
Larry King jest s³awny. Chyba by³by wielki gdyby by³
bardziej wybiórczy. Ale przez ca³e lata, dzieñ po dniu,
przeprowadzaj±c wywiady musia³ sp³aszczyæ jako¶æ.
Wiêc jest s³awny ale nie zawsze ogl±daj±c i s³uchaj±c
go mia³em powody, by mu biæ brawo.

Niedawno mia³ 50-lecie pracy w midiach i 4 kwietnia
Der Spiegel zamie¶ci³ z nim wywiad. Taka sobie papka
z paru rodzynkami, g³ównie rzecz w tym, ¿eby mówiæ
i nic nie powiedzieæ. Ale ostatnie pytanie pokaza³o
go w ³adnym ¶wietle:


Spiegel: W tych wszystkich latach pañskiego prowadzenia wywiadów,
nad zadaniem jakiego pytania najbardziej pan ubolewa?

King: Gdy dopiero co zacz±³em pracowaæ w radio, pracowa³em zaledwie
dwa tygodnie. Rozmawia³em z jednym ksiêdzem katolickim i zapyta³em
go ile mia³ dzieci.


Mam zawsze wiele sympatii dla sztuki wyg³oszenia
kwestii „przepraszam”. Niewiele osób j± posiada.

Poniewa¿ najprostrze sprawy s± czasami najtrudniejsze
do zrozumienia, dodam (ca³kiem zbêdne, uwa¿a³bym)
wyja¶nienie. Gdy ko¶cielnemu dygnitarzowi dowiod±
pedofilii a on hañbi siê jeszcze krzywoprzysiêstwem,
gdy durnowaty ksi±dz profesor wyplata anty¿ydowskie
androny na publicznych wyk³adach, ostra reakcja jest
prawem i obowi±zkiem cz³owieka, który uwa¿a siê za
my¶l±cego i uczciwego. Ale ogólne wrogie nastawienie
do ludzi, którzy wyznaj± odmienne od moich pogl±dy
i zgodnie z nimi wiod± swoje ¿ycie, czyli postawa,
która w¶ród swoich wariantów ma antyklerykalizm, jest
bezmy¶lnym zacietrzewieniem. To postawa abstrakcyjna,
wywodz±ca siê najczê¶ciej z braku przyjaznych (lub
przynajmniej cywilizowanych) kontaktów z kim¶ z owego
odmiennego ¶wiata. Ignorancja okopuje siê w ró¿nych
przes±dach, przes±dy u³atwiaj± wrogo¶æ i z³o¶liwo¶æ.

¦wietnie rozumiem rozdra¿nienie licznych znajomych
rozpanoszeniem siê osób eksponuj±cych swoje ko¶cielne
tytu³y, by wym±drzaæ siê publicznie w sprawach, na
których siê nie znaj± i staraj± siê odgrywaæ rolê
jakich¶ uniwersalnych autorytetów moralnych, jak
gdyby etyczny slogan anihilowa³ czy zastêpowa³
potrzebê rozumienia rzeczywisto¶ci. Taka irytacja
mo¿e pojawiæ siê w najrozmaitszych momentach. Dla
przyk³adu: poznany by³y ksi±dz, sk³ócony ze swoj±
hierarchi± i obecnie cz³onek jakiego¶ ma³o znanego
i opozycyjnego ko¶cio³a, odkrywszy, ¿e w Brazylii
jest nêdza, sk³ania mnie do wys³ania dla jego
charytatywnej akcji datków i choæ ¶wietnie wie, ¿e
nie jestem z jego by³ego czy obecnego ko¶cio³a, to
apeluje do mojego „chrzescijañskiego ducha”.
Mojego czego?! Czyli mów do cz³owieka co my¶lisz,
a odpowiada ci fanatyk. Ale rzecz w tym, ¿e nie wolno
mi za³o¿yæ, ¿e jakikolwiek inny ksi±dz jest równie
zatwardzia³y w swojej wizji, nieprzygotowany do
wspó³¿ycia z innymi lud¼mi. Pokazanie drzwi jednemu
natrêtowi mo¿e byæ nieunikniowe (choæ kto wie czy nie
da siê wychowaæ sobie rozmówcê), ale budowanie muru
wokó³ ca³ej instytucji jest bzdur±. A przypisywanie
odmiennej filozofii hipokryzji i innych win jest
fanatyzmem na opak.
niedziela, 27 maja 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: