Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Walka z autorką. I z księgarnią.

Wstęp do tej lektury był pięć lat temu, gdy znajome z Sieci małżeństwo literackie o wyrafinowanym guście tak ciepło napisało o książce, że cieplej nie można: „Myśmy tę książkę czytali w maszynopisie osiemnaście lat temu, wyrywajac sobie kartki (mąż dostał ją do recenzji wewnętrznej)”. Zacząłem polowanie. Nie było lekko, ale parę lat później rodzina wygrzebała gdzieś dla mnie egzemplarz książki.

Pierwsza próba czytania nie powiodła się. Przy drugiej byłem całkiem zirytowany. Przy trzeciej już wiedziałem, że jedno z nas, książka lub ja, cało nie przeżyje tego kontaktu. Ale niestety mam coś, co mój Odletni Przyjaciel nazywa zgryzem buldoga, nie umiem popuścić.

Więc irytowałem się coraz bardziej. Wymiana listów? Świetnie, ale czemu nie okroiła ich z tych mordeczek i uścisków? Ale nabardziej drażnił leitmotif. Zakochała się w homoseksualiście? No, bywają ludzie, co lubią cierpieć. Ale planować z nim dziecko tylko dlatego, że on taki artysta i intelektualista? Do jasnej cholery, dziecko to człowiek a nie pudel konkursowy, jak to możliwe, że tak wrażliwi ludzie mają tak denne pomysły? No ale brnąłem. Dziecko pojawiło się, ale z kimś całkiem innym – i dziecko mnie zbliżyło do autorki. Dziecko było genialne, odkrywcze. Ale takie dzieci po kimś to mają. Więc może jednak trzeba było serdeczniej potraktować matkę? Rodziło się współczucie: może wyrosła w jakichś potwornych warunkach?

Po paru kolejnych stronach czytałem z listu autorki do Andrzeja Czajkowskiego: „Moje życie było w swoich realiach wyjątkowo ponure: okupacyjne dzieciństwo – bez szkoły i w wiecznym lęku – gruźlica i kilkuletni pobyt w sanatorium…” W tym miejscu stał przypisek: „Ten okres życia Haliny S. został opisany w książce A.Jankowskiej Krzyżówka, Wydawnictwo Siedmioróg, Wrocław 1996.

Krzyżówkę też zdobyłem, choć było jeszcze trudniej – ale to jest komiczna część historii, więc zostanie na koniec. Lektura drugiej książki, tej samej zresztą autorki, bo Halina Sander to Anita Janowska, wydawała się powrotem do tego samego gęstego lasu w zupełnie innym świetle. Ani przedtem, ani potem nie była to scena pogodna, ale miała teraz wielkość, godność, miała rzadko spotykane piękno. Wspaniała i mądra kobieta. Na jej miejscu... Nawet gdybym miał jej talenty, na jej miejscu nie dokonałbym ani piątej części tego, co ona zdołała zrobić. Tak, teraz już rozumiem czemu Wisława Szymborska zachwyciła się tą lekturą.

Konkluzja ta sama co zawsze: im więcej znajdę w sobie cierpliwości dla innych, tym więcej sam na tym zyskam.

Obiecałem komiczny epizod? Dotyczy on próby zakupu Krzyżówki przez Internet. Oto dwa listy oraz (jako że klawiatura jest moja) mój komentarz.


Date: Thu, 4 Jan 2007 19:50:26 –0200 (BRST)
From: andsol@andsol.org
To: ksiegarnia@...
Subject: Zamówienie książki

Szanowni Państwo,

Rzadko kiedy spotykam się z takim bałaganem jak przy próbie kupienia książki z Waszej księgarni.

Zamierzałem kupić "Krzyżówkę" Anity Janowskiej – po wrzuceniu jej do koszyka okazało się, że muszę go oczyszczać ze śmiecia mówiącego, że kupuję dzieł na 50 tys. złotych. Po naklikaniu się do zmęczenia okazuje się, że nie chcecie mojego numeru karty kredytowej ale rejestracji. Okay, rejestruję się z pewną trudnością – mój numer kodowy nie mieści się w pudełeczku przewidzianym dla polskich kodów – wchodzę na stronę zakupów, znowu muszę czyścić koszyk – tym razem z zakupów na 17 tys. – i wszystko to po to by odkryć, że ani nie dostarczacie poza Polskę ani nie chcecie pieniędzy poprzez kartę kredytową ani przez PayPal.

Kochani, jeśli Waszym zamiarem nie jest sprzedawanie i zarabianie, napiszcie po prostu w wejściu do Waszej strony: "Kliencie, mamy Cię w dupie" – ja wtedy grzecznie odkliknę na opcję "ja Was też" i rozmowa będzie zakończona bez okropnej straty czasu.

Proszę, rozważcie poważnie moją propozycję.

Serdecznie
....

Date: Wed, 10 Jan 2007 09:50:43 +0100
From: ksiegarnia@...
To: andsol@andsol.org

Pana krytyka jest jest dosyć bezpośrednia i przykro mi, że nasza strona doprowadziła Pan do takiego stanu. Na szczęście większość naszych klientów nie natrafia na takie problemy. Zawsze można złożyć zamówienie przez e–mail.

Z wyrazami szacunku
...


Oczywiście gdy księgarnia dawała mi swe cenne rady książka już była zamówiona przez rodzinę w Kraju przez telefon i otrzymanie listu mówiącego o moim „takim stanie” doskonale rozumiałem – przecież przez pół wieku w tym kraju słowo „klient” znaczyło „natręt”. Myślę, że za jakieś 50 lat nauczą się pisać w tym stylu:

Drogi Panie, dziś otrzymaliśmy Pański list i jesteśmy głęboko zawstydzeni błędami naszego programu komputerowego. Rozumiemy, że jako jedyny polski sprzedawca tej książki mamy moralny obowiązek ułatwić wszelkim potencjalnym klientom jej nabycie i prosimy położyć istniejące niedociągnięcia na karb naszego nikłego doświadczenia w sprzedaży internetowej. Proponujemy Panu następujące rozwiązania...

Kiedyś dojdziemy i do tego stopnia rozwoju. Chwilowo jednak (czego wyraziście dowodzą rozliczne listy do firm krajowych) byle sprzedawcy przy komputerze uderza kaczka do głowy.

I tak dobrze, że poprawili kretyński program z pełnym koszykiem. Więc można (i warto) książkę kupić.

wtorek, 24 kwietnia 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/04/24 13:45:10
Tej pierwszej ksiazki jak rozumiem czytac nie warto, ale moze moglbys na wszelki wypadek podac jej tytul?
-
2007/04/24 17:57:40
Nie, pod tak ostro sformułowaną opinią nawet w chwili większej irytacji nie podpisałbym się. Wymiana listów pokazywała dwie osoby utalentowane i inteligentne, ale z jakimiś skrzywieniami, które czyniły owe osoby dla mnie niesympatycznymi. Dojechawszy do końca byłem już raczej skłonny cieszyć się, że pewne zdarzenia mnie nie spotkały - a nie wybrzydzać jak inni w takich warunkach reagowali. Chyba jednak warto przeczytać obie książki, ale nie wiem w jakiej kolejności. Anita Janowska, "...mój diabeł stróż", Siedmioróg, Wrocław 1996, INBS 83-7162-049-7 . Każda z książek rzędu kilkunastu złotych.
-
Gość: kawa, host-86-63-130-146.nplay.net.pl
2009/08/28 02:08:24
Gdzie mogę dostać te książki ? proszę o informacje.
-
2009/08/28 02:51:24
@kawa: "Krzyżówkę" widzę tutaj, a pierwszą książkę w tym antykwariacie - ale nie mam pojęcia czy dane są aktualne... Widać, że nie jest łatwo je znaleźć.
-
Gość: kawa, host-86-63-130-146.nplay.net.pl
2009/08/28 13:32:10
Dziękuje bardzo za informacje. Bardzo trudno dostać te pozycje książkowe. Pozdrawiam serdecznie :)
-
2009/08/30 16:51:26
@kawa: słuchaj, jakoś to przykro myśleć, że szukasz i nie znajdujesz. Krzyżówkę chyba złapiesz w Midraszu, a tę pierwszą to podrzuć mi na emaila (na mojej witrynie sieciowej go znajdziesz) Twój fizyczny adres i Ci podrzucę książkę pocztą.
-
2010/05/02 10:55:27
Też poszukam tych książek :) Czytałam w podobny sposób "Spowiedź szaleńca" Augusta Strindberga.
-
2010/05/02 16:59:29
Tereso, zerknąłem na www.estantevirtual.com.br ale nie ma tego - podejrzewam, że przełożono na portugalski pod jakimś dziwnym tytułem. Sprawdzę.
-
2010/05/02 17:49:01
-
2010/05/02 20:24:47
Stutysięczny nakład w Polsce w 2005r.? No to nie jest tak źle u nas z tzw. inteligencją. Nawiasem, kiedy przejdziemy na określenie: ludzie z wykształceniem czy na coś podobnego?
-
2010/05/02 23:05:44
Może "z czytelnikami"?
-
2010/05/02 23:07:01
Przypuszczam, że to zasługa teatromanów :)
-
Gość: Krzysztof Bielecki, 95.108.34.5*
2010/05/09 19:49:38
Witam i gratuluję fajnego bloga.
Trafiłem tu, bo właśnie przebijam się z zachwytem przez
"Mojego Diabła Stróża"...
Najpierw zauważyłem, że Pani Janowska jest niezwykle podobna
do mojej najlepszej przyjaciółki i powiernicy, Marii...
Potem zauważyłem, że jest niezwykle podobna do mnie, a póżniej
to już oszalałem ze szczęścia! :-))))
Gdyby ktoś z Państwa miał jakiś kontakt z Panią Haliną, to chętnie bym do Niej napisał,
aby podziękować za Jej wspomnienia. W razie braku bezpośredniego kontaktu napiszę po prostu do wydawnictwa i do Gazety Wyborczej.
Pozdrawiam i "ściskam wasze kochane mordeczki"
Krzysztof, Poznań, kjbielecki@interia.pl
-
2010/05/09 20:03:57
Krzysztofie, jeśli uda Ci się dotrzeć do pani Anity Janowskiej to i ja chcę skorzystać z tego, żeby posłać jej i mój hołd :) Ale "nastarałem się" już nie mało, nawet przez wydawnictwo i nie dotarłem do jej adresu czy telefonu.

Ten artykuł, który Teresa podlinkowała, jest bardzo dobrze zrobiony i rzeczowy.

Za słowa poparcia dla bloga bardzo jestem wdzięczny, to zawsze dobrze robi na zdrowie i na cerę gdy się wie, że ktoś bloga czyta i go nie skręca :)
-
2010/05/09 20:09:26
Jeszcze jeden drobiazg, Krzysztofie: w księgarni virtualo.pl znajdziesz Krzyżówkę w formacie pdf-u, niestety nie dla Linuksa.
-
Gość: Krzysztof, Poznań, 95.108.34.5*
2010/05/12 15:29:41
Ha, mam już adres mailowy do Pani Janowskiej!:-)))))))))))))
Ale podam go na blogu, dopiero jak uzyskam jej zgodę, OK?
-
2010/05/12 16:07:05
Na blogu chyba nie jest za dobrze, lepiej podaj mi prywatnie, na andsolbr@gmail.com , ok? Dzięki.
-
Gość: Krzysztof, Poznań, 95.108.34.5*
2010/05/12 23:02:55
No tak, mówiąc o blogu, myślałem bardziej o jego właścicielu:-))))
List do Pani Haliny już wysłany, pozostaje się modlić, zeby jej nie zabił!
Jak zwykle za dużo słów - jak mówili antagoniści o dziełach Mozarta - dobre,
ale za dużo nut!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :-)
-
2010/05/12 23:42:55
Pani Anity :) Halina Sander to był pseudonim...
-
Gość: Krzysztof, Poznań, 95.108.34.5*
2010/05/13 00:05:08
Pewnie masz rację, chociaż w listach Andrzeja Czajkowskiego nie było nigdy żadnej Anity, a Halina była :) Jak przyjdzie odpowiedź, to będziemy wiedzieć od kogo!