S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane.
Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ.
Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy.
Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Linki przywiod³y mnie wczoraj do artyku³u z GW o Randim. I nawet podkomentowa³em to na pozycji troszkê poni¿ej 18000, bezpiecznej bo niewidocznej. Kierujê tam do mego tekstu napisanego przed laty. I to takiego, który (po lekkiej edycji, rzecz jasna) mogliby powtórzyæ w Radio Maryja. A ponadto jest on prawie dziewiczy, bo sta³ gdzie nikt go nie czyta³.
Nie narzekam. To by³o æwiczenie g³osu na pustyni. Gdy wchodzi³em w przedsiêwziêcie – w pisanie tam cotygodniowych felietonów – my¶la³em, ¿e by³o to w miarê ¿yczliwe grono kilkuset niebanalnych a znanych z przesz³o¶ci osób. Zapomnia³em, ¿e nie tylko Kraj siê zmienia³, ludzie te¿. Jeden poszed³ w senatory dziêki LPR i rozsy³a³ kobietom ulotki ucz±ce jak i gdzie maj± trzymaæ swoje macice. Drugi sztuki bardzo wiarê buduj±ce w pewnej toruñskiej tv przedstawia³. Inna donosi³a, ¿e Ann Coulter jest dla niej gigantem my¶li. Jeszcze inny wyci±ga³ na rozmowy o ¿yciu zap³odnionego ¿ycia w dwudziestej minucie jego istnienia. Itp. No, odbi³o ludziom. Przepraszam, chcia³em powiedzieæ, odbili siê ludzie wysoko od ich m³odzieñczych pozycji, piêknie siê zespolili z RpIV.
W tek¶cie nie wymieniam z imienia Randiego. Jego site to www.randi.org lecz omawian± bzdurkê zdj±³ chyba w rok po moim ostatnim li¶cie do niego.
A proponujê ten stary tekst, bo gdybym to dzi¶ chcia³ opowiedzieæ, tak samo by to wygl±da³o. Bo jedni rozwijaj± siê w lewo, drudzy w prawo a inni w ogóle. To znaczy, w ogóle nie.