S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Czym skorupka?
Przypomniany tu wczoraj Henryk Józewski to niebanalna
postaæ. Artysta, konspirator – a przedtem wojewoda
wo³yñski z wyj±tkowo sensownymi dzia³aniami tycz±cymi
stosunków ukraiñsko-polskich. Bez entuzjazmu zosta³
ministrem Spraw Wewnêtrzych w rz±dzie Bartla i w jego
wspomnieniach (59 tom Zeszytów Historycznych z 1982r.)
najcieplej z tego okresu wspomina swoj± pracê, która
doprowadzi³a do Autokefalii Ko¶cio³a Prawos³awnego.

Autokefalia? Nie zna³em tego s³owa, ale s³ownik zna³:
niezale¿no¶æ krajowej prawos³awnej organizacji
ko¶cielnej od zagranicznych w³adz duchownych
.

Pisze on: „Gdy dawa³em Prezydentowi tekst do podpisu,
us³ysza³em, ¿e Prezydent ma ¶wiadomo¶æ podpisywania
aktu przewy¿szaj±cego swym znaczeniem akt
Konstytucji”.

Oczywi¶cie ta opinia zaskoczy³a mnie, ale wierzê, ¿e
wiernie przekaza³ opiniê Pi³sudskiego – i wierzê te¿,
¿e na ogó³ Pi³sudski doskonale wiedzia³ o czym mówi³.
Zaskoczenie pochodzi st±d, ¿e nie znam ¶wiata,
w którym Polska mia³a parê milionów prawos³awnych.
Problemy z tym zwi±zane, a naprowadzone na dobr±
drogê przez Józewskiego, znalaz³y niewyobra¿alne
uprzednio rozwi±zania.

Je¶li zdo³a³ doprowadziæ do ustalenia stanu prawnego
akceptowanego przez obie strony, musia³ mieæ ¶wietne
stosunki z prawos³awnymi i z ich hierarch±, a wiêc
niew±tpliwie gra³y tam rolê dobra wola, zaufanie
i obupólny szacunek. My¶l±c o tym wróci³em do epizodu
opisanego przez Józewskiego na pocz±tku wspomnieñ.
Bez w±tpienia by³y to zjawiska po³±czone, choæ je
dzieli³y 22 lata. Cytowana poni¿ej akcja dzieje siê
w Kijowie w roku 1908.


By³em w szóstej klasie, mia³em 14 lat. Na lekcji religii wynik³a
dyskusja pomiêdzy mn± a naszym prefektem, ks. proboszczem
¯migrodzkim, na temat ¶wiatopogl±dowy, zahaczaj±cy o istnienie Boga.
Ksi±dz zorientowa³ siê w bezskuteczno¶ci a nawet szkodliwo¶ci tego
rodzaju pojedynku i zaproponowa³, ¿ebym przyszed³ na dyskusjê do
niego do mieszkania i przyprowadzi³ z sob± kolegów niedowiarków,
o ile tacy s±. W oznaczonym czasie wraz z czterema kolegami, których
poza figlami i bijatyk± nic nie obchodzi³o, znalaz³em siê na
plebanii. Nadszed³ ks. ¯migrodzki i zaprowadzi³ nas do swego
mieszkania. Weszli¶my nieco stremowani i jednocze¶nie przejêci
przygod±.

Ksi±dz kaza³ s³u¿±cemu podaæ kawê, ciastka, pojawi³ siê nawet
gramofon. „Towarzystwo” moje by³o w „siódmym niebie”.
Czekali¶my na ks. Sawickiego, który przyjecha³ z Petersburga
po ukoñczeniu akademii duchownej. On w³a¶nie mia³ z nami rozmawiaæ.

Niebawem zjawi³ siê m³ody i sympatyczny ks. Sawicki. Nast±pi³ drugi
akt naszej wizyty. Zasiedli¶my przy okr±g³ym stole. Zapanowa³o
milczenie. Ks. Sawicki zapyta³, kto z nas ma co¶ do powiedzenia.
Moi koledzy bezradnie spojrzeli po sobie i utkwili we mnie wzrok.
Zabra³em g³os. Zapyta³em czy ko¶ció³ uznaje naukê Darwina, ks.
Sawicki odpowiedzia³, ¿e nie. I tak siê zaczê³o …

Przez cztery miesi±ce regularnie raz na tydzieñ odbywa³a siê
parogodzinna dyskusja pomiêdzy mn± a ks. Sawickim, do której obie
strony usilnie siê przygotowywa³y, przynosi³y notatki, wypisy,
ksi±¿ki, odczytywa³y teksty. Reszta towarzystwa po pocz±tkowym
przys³uchiwaniu siê dyskusji spêdza³a czas przy kawie i ciastkach.

Na wiosnê, na ostatnim naszym posiedzeniu ks. Sawicki zwróci³ siê
do ks. ¯migrodzkiego z o¶wiadczeniem, ¿e jestem cz³owiekiem
powa¿nym, dobrej woli i nie nale¿y mnie zmuszaæ do wykonywania
praktyk religijnych. Z czasem £aska Bo¿a sp³ynie na mnie i wtedy
przejrzê.

Ks. Sawicki pad³ mi w objêcia, uca³owa³ i darowa³ mi komplet dzie³
du Bois Reymonda. Od tej chwili nie mia³em k³opotu z ksiê¿mi
katechetami. Zostawiono mnie w spokoju. Po dzi¶ dzieñ my¶lê ze
wzruszeniem o obu ksiê¿ach i chwilach, które dane mi by³o prze¿yæ
– ksiê¿a ci dobrze zas³u¿yli siê Ko¶cio³owi.

A wszystko mog³o mieæ taki w³a¶nie przebieg miêdzy innymi dlatego,
¿e ks. Sawicki natkn±³ siê w mojej osobie na specjalistê od Darwina
w kole uczniowskiej korporacji.
niedziela, 22 kwietnia 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: