Kto wypowiada się o aborcji ma jasną postawę na jej
temat. Ja też mam: nie jestem zwolennikiem aborcji.
Nie mogę być, bo taka postać nie istnieje. Może jest
błędem językowym nieuważnych dyskutantów pragnących
jej zakazu, a może to nie błąd a potwarz. Jeśli ktoś
sprzeciwia się takiemu zakazowi, uznaje potrzebę jej
przeprowadzenia w pewnych okolicznościach. Ale osoba
rozumiejąca nieuchronność nadejścia śmierci nie jest
jej zwolennikiem, tak jak nie jest zwolennikiem bólu
lekarz odcinający zgangrenowaną nogę.
Czemu wypisuję takie oczywistości? Bo nie potrafię
i wiem, że nie wolno mi przejść obojętnie obok Zła,
a wydaje mi się, że widzę je w publicznych rozmowach
coraz częściej. Więc chcę sprawdzić: nierozwaga to
czy jednak Zło. Nie powinienem, widząc różne bzdury,
od razu zakładać złej woli mówiącego, powinienem choć
raz zawołać „czy wiesz dokąd idziesz?” Dlatego nie
cytuję ksywek autorów, którzy bzdury wysławiają. Może
zreflektują się i powrócą do uczciwego myślenia. Ich
tezy zawsze mogą być wygłoszone (nazwijmy to pierwszą
poprawką dyskusyjnej nietolerancji) ale nie ma takiej
poprawki na świecie, która da prawo do życia agresji
w rozmowie i prawo atakowania mówiącego.
Jeśli w nowo powstałym blogu Bez Jaj stoją słowa
nauczycielki i działaczki Wandy Nowickiej: Polki
oczywiście będą coraz częściej korzystały z osiągnięć
współczesnej medycyny a ktoś dopisuje tam, że
Aborcja nie jest i nigdy nie bedzie "cudownym osiagnieciem medycyny
zalecanym przez WTO przeprowadzanym przez dumnych lekarzy"
to trudno wierzyć w brak złej woli, ale jednak trzeba
spokojnie wytłumaczyć: cudzysłów jest sygnałem, że
powtarza się czyjeś słowa. Zupełne przeinaczenie
tekstu z sugerowaniem, że autorkę postępy w technice
dokonywania aborcji radują, bo więcej aborcji niosą,
jeśli nie jest celowym świństwem, dowodzi trudności
autora przy próbie zrozumienia tekstu. Więc niech
przeczyta go ponownie i jakąś nauczycielkę polskiego
poprosi o pomoc. Jaki by nie był wiek autora, nigdy
nie jest za późno na powrót do elementarza.
Ktoś inny nie rozumie różnicy między sformułowaniami
lekarze dumni z tego, że... oraz dumni lekarze. Czy
to epidemia? Dwie osoby dopisują do tekstu słowo
cudowne, a jedna wspaniałe. No i są dopiski pełnej
krwi oszołowów, ale to bajka z innej książki.
Co do częstych argumentów o bohaterstwie i świętości,
rozwija się etos kobiety, która życie nawet straci
a dziecko urodzi – ale nie ma podobnego przykładu
mężczyzny, co niechciane przez kobietę dziecko wziął
i przykładnie przez dwadzieścia lat o nie dbał, choć
w nędzę wpadł i z dobrej pracy zrezygnował. Przy tej
nierównowadze wzorców, nawoływanie do świętości robi
wrażenie, że to wpajanie niewolnicom, by z radością
swoją dolę znosiły, bo to piękne.
Odnośniki do świętości życia przemycają przekonanie,
że kto kobietą jest, ma obowiązek stosować w swoim
życiu nie prawo polskie ale jurysdykcję watykańską.
Chyba to prawda, że większość kobiet zmuszonych przez
bieg wydarzeń do poddania się aborcji to katoliczki,
ale nie istnieje powszechnie uznany autorytet mający
wiedzę i rozwagę, by konflikty rzeczywistości oraz
moralności zawsze rozwiązywać. A rozwiązywanie ich
przez dekretaturę nie jest działalnością religijną.
Powiązania między ciążą a światem „wyższych wartości”
ujawniają pełen bałagan ideologiczny. Owszem, świętą
była zakonnica, co wolała umrzeć niż być zgwałcona
(a przecież życie w niej poczęte byłoby kochane przez
kogoś) ale kobiecie już zgwałconej nie wolno wziąć
pigułki, co ją przed ciążą od zboczeńca zabezpieczy.
Substancja narodowa (czyli ilość dzieci) musi być
powiększana, ale symbolem dobrej Polki od XIX wieku
jest Wanda, co nie chciała Niemca. Zauważmy, że być
może Niemiec był dobrym człowiekiem, ale dobroć tu
nie jest istotna, ważne, że nasienie jego nie było
polskie. No to jak, po gwałcie przez cudzoziemca
można sądowo zażądać prawa do dokonania aborcji?
Wywody sprowadzające kobiety do producentów osób,
które w przyszłości będą wytwarzały dobra dla
emerytów wykazuje pełną niewiarę w prawość systemu
ubezpieczeń. Towarzystwa ubezpieczeniowe powinny
takich argumentujących oddać do sądu za kalumnię
i wywoływanie powszechnej paniki.
Gdyby potrzeba powiększania za wszelką cenę ilości
Polaków (i karania jej pomniejszania się) była
prawdziwym argumentem, poprzednie rządy, które
doprowadziły do wielomilionowej emigracji z Polski,
powinny być oddane pod sąd. Jako że nikt tego
postulatu nie zgłasza, parę milionów tu czy tam nie
ma dla argumentujących znaczenia. Nie chodzi więc
o interes narodowy, a o walkę płci.
Zakaz aborcji ma poparcie bardzo różnorodnych grup
i zwalczanie prób forsowania tego zakazu także nie
może być inicjatywą jednej frakcji społeczeństwa.
To za poważna sprawa, by zostawić ją wyłącznie
w rękach feministek. Choć jest to grupa nieformalna,
ma ona swoje ikony – i niekiedy są to osoby, do
których stosuje się powiedzonko Stefana S. (na temat
pewnych polityków), że u nich nawet król poza impasem
nie bierze. Jeśli taka osoba zasłynie dzięki zdaniu:
Dla mnie, oczywiście w jakimś sensie, konserwatywna Polska,
nawet jeśli krzywdzona ekonomicznie, jest też wrogiem. Mam
inne wyobrażenie o prawdzie, o świecie, o wartościach.
to można wierzyć w oryginalność jej sądów i wartość
jako uczestnika think tank, ale oczywiście trzeba ją
trzymać w pojemniku z myślami jak najdalej od świata
dyskusji publicznych. Niesienie chorągwi zawieszonej
na stukilowej i trzydziestometrowej sośnie sprawia,
że chorągiew jest widziana z daleka, ale wkrótce
chorąży padnie pod ciężarem balastu.
Feministki jako ugrupowanie (a nie osoby rozłączne
a myślące) często podpisują manifesty nieokreślonej
jakości. W tej kwestii wyróżnia się hasło o prawie
kobiety do pełnego dysponowania swoim własnym ciałem,
rozumiejąc przez to także los płodu. To ryzykowny
argument także gdy się w pełni zgodzić, że płód to
część kobiety. Otóż kontrakt społeczny, dzięki
któremu istnieją szkoły i fabryki, prywatność życia
we własnym mieszkaniu i zabezpieczenie przed głodem,
ten kontrakt nie daje żadnej grupie społecznej
pełnego imunitetu. Dzieci muszą iść do szkoły,
rodzice do pracy, wszyscy do szczepień, więźniowie
do cel, wypróżniający się do ubikacji, żołnierze
na poligon. To o nakazach, zakazów jest niesłychana
ilość. Żądanie, by mieć wyłączność decyzji w sprawach
dotyczących swego ciała jest nierealizowalne, jest
zrozumiałą lecz do niczego nieprzydatną reakcją
niewolnika. Nie powinno się używać istotnej dla życia
społecznego walki przeciw niebezpiecznym zakazom
jako okrzyku bojowego w zupełnie innej wojnie.
Jest także marnowaniem czasu i energii wdawanie się
w konsystencję czy jej brak w poglądach adwersarzy.
Czepianie się tego, że pragnący zakazu aborcji jednak
dopuszcza karę śmierci i że to wewnętrzna sprzeczność
jest niemądre - czy jeśli ów człowiek odwoła swoje
poparcie dla kary śmierci i stanie się bardziej
logiczny, podniesie to wartość jego postawy w kwestii
aborcji? Trzeba oceniać poglądy, nie ich otoczenie.
Kwestia jest istotna w całej zachodniej cywilizacji
i jest zrozumiałe, że ci, co szukają ograniczeń, nie
mówią o rozwiązaniach z kraju, który od ponad dwustu
lat rozprzestrzenia ideały ważne dla nas. Ale czemu
druga strona milczy jak zaklęta o wyroku w sprawie
"Roe vs. Wade" Sądu Najwyższego USA? Czemu
unikamy uczenia się u innych, mądrzejszych?
Innym zaułkiem jest wchodzenie do dyskusji o „życiu
poczętym”. Manewr językowy, który zapatowuje ważne
rozważania, łatwo rozdziela zwalczających zakazy.
Powód jest prosty: bo tu nie ma jasności kto ma rację
(więc można ciągnąć rozmowę ad infinitum), gdy
w istocie kwestia ta jest oboczna. Kiedy by życie
się nie zaczynało, prawdziwy i częsty jest konflikt
„życie kobiety lub płodu” lub „życie płodu lub stałe
i ponadludzkie cierpienie otoczenia”. Jeśli kobieta
ma projekt życia, w którym jest miejsce na jej
partnera i ich dziecko, a słysząc o ciąży partner
z Pawła staje się wrogim Szawłem, ryzyko samobójstwa
jest częste. Tylko i wyłącznie ta kobieta może ocenić
jak dalece bieg wydarzeń niszczy jej życie i czy ma
ona warunki (psychologiczne, fizyczne, społeczne)
kontynuować egzystencję w niespodziewanej a okrutnej
pułapce. Przed wielu laty kody „honorowe” otoczenia
wyzwalały kobietę z części trudności, zobowiązując
jej partnera do małżeństwa. Dziś nawet to połowiczne
rozwiązanie nie istnieje - co więcej, mężczyzna, który
jest przyczyną tragicznych moralnych konfliktów może
wdać się anonimowo w publiczne dyskusje, perorując
o świętości poczętego życia i potrzebie licznego
słowiańskiego plemienia.
Nastaję, że trzeba zużywać energię na przypominanie
ciągle płowiejącej prawdy: zjawisko dzieworództwa
jest rzadkie. Więc pominąwszy zdarzenia, o których
mówić przystoi lekarzom, nie moralistom, w przypadku
rozważania opcji aborcji zawsze stoi we tle mężczyzna
o moralności byka.