S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane.
Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ.
Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy.
Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Pierwszy kontakt z Mrs. Thing by³ zwi±zany z wêgierskim. Dosta³em od niej mejla z pro¶b± o t³umaczenie i zapewnienie, ¿e muszê znaæ wêgierski. Próbowa³em siê wymigaæ opowiastk±, ¿e powinienem ale pobyty na Wêgrzech by³y za krótkie, ale kolejny mejl nastawa³: po pierwsze wszyscy Polacy mieli talent do jêzyków, jak widaæ by³o na przyk³adzie JPII, a po drugie przecie¿ z Polski jest tak blisko na Wêgry...
Oczywi¶cie mia³a racjê, do pracy co tydzieñ lata przemierzaj±c trzy strefy czasowe i jêzyk siê nie zmienia, wiêc lepiej ode mnie wie co Polak zna od urodzenia. Uda³o mi siê jednak przekonaæ j±, ¿e Wêgrzy maj± taki dziwne kreski nad literkami, które przy mojej dysleksji sprawiaj±, ¿e widzê tylko taniec pa³eczek Kocha. Odpu¶ci³a mi. Nie na d³ugo.
Dosta³em w³a¶nie od niej list t³umacz±cy, ¿e jej znajoma Polka ukrywa siê w jej domu przed mê¿em i trzeba wyt³umaczyæ temu osobnikowi, ¿e his wife deserts him. A on pyta jaka jest stawka godzinowa, bo jest bezrobotny i chce czysty job. I trzeba mu zdanie prze³o¿yæ na polski i z pomoc± kuzyna, który zna cz³owieka, który zna Yiddish opracowali t³umaczenie. A dwa inne t³umaczenia otrzymali potem z dwóch programów komputerowych. I teraz ona bardzo siê martwi co jest najbli¿sze duchowi orygina³u.
Do³±czone by³y trzy mo¿liwo¶ci:
1. Jego ¿ona zawozi go na pustyniê. 2. Himkaj± jego ¿onate desery. 3. Ma on dezertera od ¿ony.
Która z nich, domaga³a siê informacji Mrs. Thing, u¿ywa najczystszej polszczyzny?
„Wszystkie s± ¶wietne” zapewni³em j±, „ale pierwsza ma poetycki dotyk, czy to nie rozrzewni go nadmiernie?”
Pogratulowa³a mi jêzyka, w którym na tyle sposobów mo¿na przekazaæ to samo pos³anie. „Zdziwi³aby siê pani” napisa³em w ostatnim li¶cie „wiedz±c na ile sposobów Polak mo¿e powiedzieæ bring us beer...”