Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane.
Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość.
Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy.
Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Czy dzieci grywają jeszcze w „państwo – miasto”, w „20 pytań” i w „okręty”? Tym ostatnim wielu moich szkolnych kolegów zawdzięczało zrozumienie układu współrzędnych, bo tam go używali. Cięcie wszechświata pytaniami mającymi tylko „tak – nie” jako odpowiedzi to bardzo sprawny wstęp do różnych taksonomii i administracyjnych kwestii. A pierwsza z owych zabaw czyniła wkuwanie nazw chętnie i szybko akceptowanym wyzwaniem osobistym.
Oczywiście samo wyuczenie się nazw krajów Afryki nie jest jeszcze wielkim awansem w geografii, ale niektórzy spoglądali potem na atlas i cościk sobie przypominali.
Czy są szkoły i podręczniki, uczące szkicowania od ręki mapki przypadkowo wywołanego kraju i podawania jego sąsiadów? I określania jego składu etnicznego czy głównych religii tam wyznawanych?
Zastanowiło mnie to gdy wpadło mi do głowy zadanie, które przedstawiłbym na maturze: „podaj 5 konfliktów z ostatnich 50 lat, które miały ponad 100 tysięcy ofiar”. Albo jakiś jego wariant, mówiący o stratach procentowych społeczeństwa czy o wielkiej ilości uciekinierów.
Czy taka maturalna kwestia dowiodłaby, że Polska leży na innej planecie i w innych czasach?