Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Śmiesznie wszędzie

Śmiesznie wszędzie, głupio wszędzie,
Co to będzie, co to będzie...

Źle robisz, że wyjeżdżasz. Przypomnij sobie
ile razy stojąc w kolejce po żółty ser śpiewaliśmy
„lubię śpiewać, lubię tańczyć, lubię zapach
pomarańczy”. Będziesz tęsknić z Polską, bo żaden
inny kraj nie da Ci tej codziennej uciechy.


Wróciłem do codziennego śmiechu, jak w PRL-u – bo to
wyjazd z niego cytowanym zwrotem Odletni Przyjaciel
mi odradzał. Świat odmieniony, śmiech ten sam.
I te same są jego przyczyny. Ach, przymiotniki
pod palce się cisną. Siedźcie cicho, przymiotniki,
przemytnicy emocji. Jak zły śmiech dobrym zwalczyć,
Chestertonowską dobrotliwość odnaleźć, perspektywę
Profesora Tutki przejąć? I czemu się śmieję, jeśli
od Cyrku Polska jestem oddalony? To przez te lektury...
Umiejętność czytania niszczy zdrowie czytelnika.
Lepiej być głupim – pouczali w otoczeniu. Ale dla
głupich brak wakatów, sprawa podaży i popytu.

[...] moje bolesne przygody z rozmaitymi
spaczeniami polskiej formy, które działały na mnie
jak łechtanie: człowiek śmieje się do rozpuku, ale
przyjemne to nie jest.

Więc żeby choć zrozumieć, czemu człowiek się śmieje
ale nie jest mu od tego wesoło. I tu podanym cytatem
Gombrowicz mi pomógł. Pisał o formie, ale ta RpIV
nie ma treści, a forma jaką jest każdy widzi...

No to czas na kolejny odjazd. Dzięki Kapuścińskiemu
odszukałem na półce Historię Herodota. Podobna
perfumom – choć wielki tu koncentrat głupoty i zła,
oglądanie w przezroczystym flakonie nie drażni
nozdrzy.

piątek, 23 marca 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/03/27 15:47:47
Gombrowicz mi świadkiem, forma w znaczeniu Witoldo nie posiadała raczej dychotomicznej, drugiej połówki. Treść i formę posiada, owszem, Pański dyskurs filozoficzny, zasobny również w inne sztubackie elementy.
-
2007/03/28 00:24:05
"Pana" w sobie to ja się chętnie (szczególnie w Sieci) pozbywam, więc pozwól na dutkanie się w obie strony. Wydaje mi się, że mówisz coś istotnego, do zrozumienia czego nie jestem w pełni przygotowany. Czy chcesz powiedzieć, że u Gombrowicza sama gra formy już zastępuje treść? Czy może w jego kategoriach kto pracuje w formie nie pomyśli nawet o treści - tak jak główkujący piłkę obrońca nie kojarzy tego z przepisem na mielone?

Widzisz, mam Gombrowicza na półce chyba od zawsze, ale mnie irytował - może dlatego, że to inna epoka, dziś można po prostu powiedzieć: jestem gejem. Ale coś mnie pchnęło do wzięcia się znowu za "Wspomnienia polskie" i tym razem chwyciło. Chyba rozumiem co pisze, nie muszę unowocześniać, a gdy się z nim nie zgadzam łatwo przychodzi szanować jego pojęcia.

Ale "Wędrówek po Argentynie" już nie przeskoczyłem...

Aha, to nie dyskurs, a wycie na plaży. Patrz u góry: "na początku był skowyt".

Zbieg okoliczności - właśnie na jutro przygotowałem obrazek o formie i treści :)
-
2007/03/29 11:50:54
Po prostu uważam, że doszło do melanżu dwóch skrajnie odmiennych estetycznie terminów. "Forma i treść" jest terminem szkolnym, który nijak się ma do sztuki, w której forma z treścią nie korespondują ze sobą. "Forma" w znaczeniu gombrowiczowskim jest czymś skończonym a jednocześnie nieuchwytnym percepcji. Parafrazując tytuł bloga, ideę Witolda nazwałbym migotaniem formy.
-
2007/03/29 18:11:23
Tak, przytyk jest słuszny, poza dość elementarne uwagi na temat formy i treści nigdy nie wyszedłem, choć sporo mądrych tekstów przebiegło mi przed oczyma. Ale to dlatego, że jestem bardzo przyziemny w rozumieniu słów i jak słyszę o „czymś skończonym”, od razu zastanawiam się czy to w prostym znaczeniu, które znam (nie mający lub nie mogący mieć przedłużenia) czy też ma to jakieś sensy ze świata Derridy, z którymi sobie nie radzę, bo brak mi odpowiedniego genu.

Twoje wyrażenie o „migotaniu formy” jest bardzo ładne i przywodzi na myśl rozchwianie jakichś kanonów (np. muzycznych czy poetyckich) ale wcale nie mam pewności czy o czymś takim myślisz. A gdy zabieram się do zabaw wokół słowa „forma”, jestem bliższy rozważaniom Neila Postmana o powiązaniach technologii i ładunku. Typowa refleksja: jeden z moich najlepszych wykładowców na uniwerku wahał się, pisał z ociąganiem, widać było myśli skaczące z głowy na tablicę. Gdyby miano zrobić z tego film, zostałby zastąpiony aktorem z miłym głosem, mówiącym stanowczo i w pięknym rytmie. Byłaby szansa na kasę, ale przekaz by się zmienił ...