|
Blog > Komentarze do wpisu
Śmiesznie wszędzie
Źle robisz, że wyjeżdżasz. Przypomnij sobie [...] moje bolesne przygody z rozmaitymi piątek, 23 marca 2007, andsol-br
TrackBack
Komentarze
ljoekelsoey
2007/03/27 15:47:47
Gombrowicz mi świadkiem, forma w znaczeniu Witoldo nie posiadała raczej dychotomicznej, drugiej połówki. Treść i formę posiada, owszem, Pański dyskurs filozoficzny, zasobny również w inne sztubackie elementy.
2007/03/28 00:24:05
"Pana" w sobie to ja się chętnie (szczególnie w Sieci) pozbywam, więc pozwól na dutkanie się w obie strony. Wydaje mi się, że mówisz coś istotnego, do zrozumienia czego nie jestem w pełni przygotowany. Czy chcesz powiedzieć, że u Gombrowicza sama gra formy już zastępuje treść? Czy może w jego kategoriach kto pracuje w formie nie pomyśli nawet o treści - tak jak główkujący piłkę obrońca nie kojarzy tego z przepisem na mielone?
Widzisz, mam Gombrowicza na półce chyba od zawsze, ale mnie irytował - może dlatego, że to inna epoka, dziś można po prostu powiedzieć: jestem gejem. Ale coś mnie pchnęło do wzięcia się znowu za "Wspomnienia polskie" i tym razem chwyciło. Chyba rozumiem co pisze, nie muszę unowocześniać, a gdy się z nim nie zgadzam łatwo przychodzi szanować jego pojęcia. Ale "Wędrówek po Argentynie" już nie przeskoczyłem... Aha, to nie dyskurs, a wycie na plaży. Patrz u góry: "na początku był skowyt". Zbieg okoliczności - właśnie na jutro przygotowałem obrazek o formie i treści :) 2007/03/29 11:50:54
Po prostu uważam, że doszło do melanżu dwóch skrajnie odmiennych estetycznie terminów. "Forma i treść" jest terminem szkolnym, który nijak się ma do sztuki, w której forma z treścią nie korespondują ze sobą. "Forma" w znaczeniu gombrowiczowskim jest czymś skończonym a jednocześnie nieuchwytnym percepcji. Parafrazując tytuł bloga, ideę Witolda nazwałbym migotaniem formy.
2007/03/29 18:11:23
Tak, przytyk jest słuszny, poza dość elementarne uwagi na temat formy i treści nigdy nie wyszedłem, choć sporo mądrych tekstów przebiegło mi przed oczyma. Ale to dlatego, że jestem bardzo przyziemny w rozumieniu słów i jak słyszę o „czymś skończonym”, od razu zastanawiam się czy to w prostym znaczeniu, które znam (nie mający lub nie mogący mieć przedłużenia) czy też ma to jakieś sensy ze świata Derridy, z którymi sobie nie radzę, bo brak mi odpowiedniego genu.
Twoje wyrażenie o „migotaniu formy” jest bardzo ładne i przywodzi na myśl rozchwianie jakichś kanonów (np. muzycznych czy poetyckich) ale wcale nie mam pewności czy o czymś takim myślisz. A gdy zabieram się do zabaw wokół słowa „forma”, jestem bliższy rozważaniom Neila Postmana o powiązaniach technologii i ładunku. Typowa refleksja: jeden z moich najlepszych wykładowców na uniwerku wahał się, pisał z ociąganiem, widać było myśli skaczące z głowy na tablicę. Gdyby miano zrobić z tego film, zostałby zastąpiony aktorem z miłym głosem, mówiącym stanowczo i w pięknym rytmie. Byłaby szansa na kasę, ale przekaz by się zmienił ... |
|