Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jedno na dziesięć
No to jak, wierzymy w statystykę? Niby tak, ale... Jeśli jedno dziecko na dziesięć w tym roku dostanie czyraka, to dlaczego mam się przejmować Zosią, niech rodzice Krysi się martwią, bo tam jest trójka dzieci w domu.

Jak dotychczas, pełna normalka. Jeden na iluś tam łamie nogę, zatruwa się grzybami, wsadza sobie do buzi żarówkę. Nie będę chodził po świecie z zestawem pomocy na wszystkie nieszczęścia. Normalna jednostka jakoś się prześlizguje między wydarzeniami. Ale ktoś musi być przygotowany na to, że w mieście będzie dwieście zatruć, może do pięciu ciężkich depresji i paru rannych w wypadkach samochodowych. Po to właśnie mamy służbę zdrowia (mamy znaczy: płacimy za nią), żeby jako społeczność być przygotowanymi na różne kłopoty.

Więc odrzućmy przekonanie liberałów z łże-elit, że homoseksualizm jest naturalnym zjawiskiem w życiu, do którego ma skłonność conajmniej 10% ludzi i przyjmijmy, że to choroba. Prewencyjnym działaniem – jeśli dobrze rozumiem – jest zakaz promocji, ale przecież ludzie zapadają na wady serca nie dlatego, że w kinie była promocja wady serca, ale coś nie tak mają w genach. Więc prewencja (lub: antypromocja) homoseksualna niewiele pomoże. Czyli musimy mieć dobrych lekarzy od kliniki, nie od higieny. Zosi za późno mówić: nie patrz na ramiona Krysi, nie szepcz z nią po kątach, zbieraj fotki Pazury – bo wirus w Zosi już jest rozwinięty i ona mówi, że chce mieszkać z Krysią i jak patrzy na zdjęcia gołych mężczyzn to chce wymiotować. Mamy pilną potrzebę leczenia klinicznego. A mamy specjalistów od tego?

Oczywiście nie mamy, mieć nie będziemy i mieć nie możemy, bo akademia medyczna ucząca jak wyleczyć z homoseksualizmu sromotnie by się zdyskredytowała. Znane fakty są na stole i od dawna: jedno dziecko na dziesięc będzie homoseksualistą, chyba że się dziecku obwiąże bandażami wszystko co jest wklęsłe czy wypukłe – i smutne pitolenie o chorobie nie jest wyrazem troski o zdrowie społeczeństwa lecz chęcią zemsty na innych za to, że są inni. Argumenty historyczne o rozpuście w wychodkach mają taką wagę jak sugestia, że prawdziwy seks dla mężczyzny jest tylko z prostytutką, bo przecież tak było z wujkiem, dziadkiem i pradziadkiem, inaczej mówiąc zamiast przemyśleć co skłaniało mężczyzn do wesołego seksu w burdelu zamiast w domu, szanuje się tradycję, mającą zresztą bardzo dobre śródziemnomorskie tradycje. Aha, nigdy nie słyszałem o paniach uprawiających lesbijskie orgie w wychodkach.

No więc wywołuje się narodowe dyskusje o prawdziwej roli kobiety posiadającej prawdziwą macicę (jak ma, to po co ją Pan Bóg dał, no?), o promocji zboczeń w formularzach A4, o zgrozie pary tatusiów, co do pracy nie idą i 20 godzin na dobę gżą się przy adoptowanym dziecku – i nie ma miejsca ani energii na poruszenie prostego problemu dotyczącego jedno na dziesięć dzieci: jak je przygotować do zwykłego społecznego życia w heteroseksualnym środowisku, gdzie trzeba liczyć się z agresją, niezrozumieniem i strachem bliźnich przed zakażeniem genami.


czwartek, 29 marca 2007, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/03/29 21:03:22
Statystycznie rzecz biorąc co 3 dorosły Polak jest skrzywiony charakterologicznie, bo tylu ich mniej więcej głosowało na miłościwie nam panujących.
Jak nazwać tę chorobę i jak ją leczyć?
Może wypróbujmy na początek ostracyzm. Potem płynnie przejdziemy do piętnowania, a zakończymy prawnym wykluczeniem. OK?
-
2007/03/30 00:32:43
Nie, chyba nie... :) Moher mój brat i siostra, tyle, że bardziej ode mnie na tym swoim wyborze się przejedzie. Ja niczego dobrego nie spodziewałem się. Moher będzie miał jaśniej wskazanego wroga, ale on by chciał przecież więcej spokoju. A tu benzyna droższa, nieprawość większa, a Układ łeb podnosi. I syn wyjechał do Irlandii. Więc nadkwasota rośnie.

Czyżby mi powrót do źródeł miał przypaść wraz z obowiązkiem wzniesienia sztandaru „kochajmy cholera mohera”?
-
2007/03/30 08:59:40
Proponowałam proste przełożenie, czyli zastosowanie scenariusza homofobicznego. Taka już moja przewrotność wrodzona.
A teraz następny: kochajmy mohera! Na zabój!
-
2007/03/30 18:19:33
Mal49> Proponowałam proste przełożenie...

Tak, zrozumiałem, nawet jeśli tego nie było widać po mojej twarzy.

(Kiedyś młodsza z sióstr przyjrzała mi się i rzekła: „jest coś podejrzanego w tej łatwości z jaką udajesz głupiego”.)

> kochajmy mohera! Na zabój!

Jak niektórzy tego misia z berlińskiego zoo?